Współcześni rodzice nie mają lekko. W dobie niebywałego postępu technologicznego i medycyny mamy coraz więcej problemów z ciążą


Pamiętam to jak dzisiaj. Moja żona była u swojego lekarza, który stwierdził przezierność karkową na bardzo niezadowalającym poziomie. Przeżyliśmy niebywały stres. Nie wiedzieliśmy co robić. W głowach przewijały się czarne myśli i obawa, że nasze dziecko może urodzić się chore. To paradoks naszych czasów. Nie wystarczy cieszyć się z ciąży i tego wielkiego cudu, jakiego niebawem będziemy świadkiem. Zastanawialiśmy się nad tym, w jaki sposób sprawdzić dokładniej wyniki badania. Gdzie szukać pomocy. Często myślałem, że to po prostu jakiś błąd, lub źle postawiona diagnoza. Bo co rodzic może sobie w takiej sytuacji pomyśleć? Nie wiedzieliśmy wtedy, że czas, w jakim się wykonuje badanie, ma duże znaczenie.

Więc jak to kobieta, moja żona szukała informacji w internecie na ten temat. Okazało się, że problem ten dotyczy bardzo wielu kobiet w ciąży. Trochę to wszystko wyglądało przerażająco. Naprawdę. Teraz, kiedy o tym piszę nadal widzę przed oczami minę Ani i jej nieukrywany niepokój. Uspokoił nas fakt, że nasz wynik nie był aż tak wysoki, jak u innych matek, które naprawdę były przerażone swoimi badaniami. Wiadomo, że nikt nie deprecjonuje chorego dziecka i kocha je nad życie, bez względu na to jaką chorobą byłoby obciążone, ale świadomość, że nasze dziecko może urodzić się chore lub nawet grozi mu śmierć, spływa, niczym lawina najcięższych kamieni, na przepełnione nadzieją i miłością serce. Musieliśmy się więc dowiedzieć czegoś więcej, niż wyłącznie jedno badanie, które mogło nie potwierdzać, że wszystko może się zakończyć wkrótce i będziemy cieszyć się naszym szczęściem…

 


Strach i niepewność pragnie rozwiązania i wyjaśnień. Warto szukać czytać, dowiadywać się. Tak też musieliśmy zrobić


Jak już wcześniej wspomniałem, żona siedziała godzinami, próbując wyszukiwać coraz nowsze informacje na temat naszego strachu. Ja wtedy pracowałem od rana do wieczora i informacje spływały do mnie przez cały dzień, ponieważ Ania non stop dowiadywała się nowszych wersji i przypadków nieprawidłowej przezierności karkowej płodów. Byliśmy na bieżąco z informacjami, które umieszczały inne matki. Uspokajała nas myśl, że dzieci z wykrytym, niemal krytycznym, wynikiem nieprawidłowej przezierności rodziły się zdrowe i bez żadnego problemu. Dlaczego o tym piszę? Z prostej przyczyny. Są bowiem rodzice, którzy mało dowiadują się na ten temat, są wprowadzeni niekiedy w błąd lub lekarz za wcześnie przeprowadzi badanie, na którym może zbyt wcześnie zostać stwierdzona nieprawidłowość, jak ostatecznie okazało się na naszym badaniu. Mimo wszystko, gwarantuje to strach murowany przez całą ciążę.

Do tego dochodzą rodzice, którzy publikują informacje jakoby nie wiedzieli, że badania dziecka miały złe wyniki i dziecko urodziło się z Zespołem Downa lub inną chorobą, którą można wykryć lub też przewidzieć w jakimś stopniu w początkowych fazach rozwoju płodu. 9-10 tydzień jak się okazuje to za wcześnie. Badanie przeprowadzone w tym wymiarze czasowym może wykazać, jak to było w naszym przypadku, zbyt wysokie parametry i zburzyć poczucie spokoju. Nie chcę udawać mądrzejszego niż inni, a już na pewno bawić się w lekarza, ale teraz wiem, że warto zwrócić uwagę na pewne kwestie i po prostu pytać.

Zdaję sobie sprawę z tego, że wielu lekarzy może być oburzonych lub nawet poczuć się dotkniętymi uwagami lub szczegółowymi pytaniami zatroskanego rodzica, ale wiecie co? Zróbcie to co ja. Miejcie to w dupie, to nie lekarza dziecko, a wasze, więc jeżeli nie będzie zrozumienia dla waszej osoby to już nie wasz problem.
Na całe szczęście większość ginekologów jest po stronie rodziców i chętnie odpowiadają na wszelkie pytania, nawet te męczące.

 


Internet to stek bzdur, zawsze tak mówię, ale prawdziwe historie to już kawał dobrej informacji


Niestety to prawda. Internet to zbiorowisko śmieci i pustych treści, które tak naprawdę nie mają żadnego znaczenia. Być może mój blog również do tego grona się zalicza i jestem tylko prostym grafomanem, który stara się wybić lub coś pokazać. Nie staram się. Nie namawiam nikogo do czytania, a zaproszenie do bloga wysłałem wyłącznie znajomym. Jeżeli ktoś spoza kręgu się zainteresuje i będzie chciał przeczytać o tym co piszę, zapytać o coś lub po prostu napisać do mnie, jestem otwarty i chętny do rozmowy. Wracając do meritum.

Mimo, że w internecie można znaleźć informacje, które naprawdę nie mają żadnego znaczenia, to jest pewne światełko w tunelu. Możliwość uzewnętrzniania się anonimowo, pozwala ludziom przekazywać różne historie z życia wzięte. To fakt, że przesada jest miarą głupoty, ale wielu ludzi chce po prostu poznać inne historie, podobne, które wydarzają się równolegle do ich własnych. Jako małe trybiki tego świata, bardzo często i chętnie chcemy utożsamiać się z postaciami, które coś znaczą, są rozpoznawalne lub posiadają potężną siłę przebicia się przez tłum. W normalnym życiu próbujemy się utożsamiać z ludźmi, których problemy są podobne do naszych. Chcemy poznać ich doświadczenia i ewentualne rozwiązania, które zastosowali do ich rozwiązania lub po prostu porozmawiać z nimi, aby wspólnymi siłami dotrzeć do jakiegoś pozytywnego końca naszych niemiłych przygód. Jak inaczej mogę mówić o tego typu działaniach? Przecież o to w tym wszystkim chodzi. O poznanie kogoś kto nas zrozumie i wesprze w sytuacji, z której nie bardzo możemy znaleźć rozwiązanie lub jego odnalezienie jest poza naszym zasięgiem. To nic złego. Powiem nawet, że to bardzo budujące. Te wszystkie kobiety siedzące na forach, czytające swoje historie, piszące tysiące postów, wspierające się nawzajem. Czy to nie jest ciekawe? Moim zdaniem bardzo. Doszło przecież do tego, że czegokolwiek byśmy nie potrzebowali, chcieli dowiedzieć się czegoś, pierwszą linią informacji okazuje się być internet i jego nieograniczone zasoby.

Być może to kiepskie przykłady, ale próbując naprawić telefon, nie biegłem jak oparzony do punktu GSM, tym bardziej, że była to godzina 20:00 i wszystkie takie punkty były zamknięte, ale starałem się odnaleźć ciekawe informacje na forach. gdy zepsuł mi się komputer było podobnie. Wiadomym jest nie od dzisiaj, że w takich przypadkach nikt nie będzie czekać na kolejne badania i postara się dowiedzieć czegoś więcej na każdy temat, który sprawia mu problem.

Podsumowując, nie jest to wcale takie złe, najważniejsze aby znaleźć takie informacje, które rzeczywiście swoją treścią będą nam mogły naświetlić istotę problemu, a nie wyłącznie wróżyć z fusów, niczym pierwsza, lepsza cyganka.

 


Myślę o tragediach. Zastanawiam się nad chorobami. I czuję, że świat coraz bardziej chor(wari)uje


Nie jestem hipochondrykiem. Czuję się dobrze i nawet wtedy, gdy choruję, nie zamierzam się za bardzo nad sobą rozczulać. Zastanawiam się jednak nad coraz większymi problemami zdrowotnymi wśród ludzi, coraz krótszym życiem i coraz bardziej niebezpiecznymi porodami. Pomijam fakt, że wielu zdrowych ludzi w różnym wieku, narzeka na swój stan zdrowia i mimo tężyzny fizycznej ciągle jęczą i marudzą. Może to wynik tych wszystkich reklam suplementów, diet i zdrowego odżywiania. Możliwe, że utożsamiają się z czymś i próbują myśleć, że czegoś im w życiu brakuje, a może za mało tabletek łykają. Nie wiem. W każdym razie miało być o porodach.

Przerażające jest to, jak wiele porodów jest zagrożonych w dzisiejszych czasach. Jak wiele chorób, nieprawidłowości. Czasami nawet wydaje mi się, że im więcej wiemy, tym bardziej czujemy się przytłoczeni kolejną chorobą, którą może zostać obarczone nasze dziecko. Niekiedy zastanawiam się czy to nasze pokolenie gdzieś, w którymś momencie zasłabło i poczuło się dotknięte brakiem żywotności, czy po prostu świat modyfikowany jest tak bardzo, że z biegiem czasu każdy z nas będzie obarczony czymś chorobowym.

Paradoksem naszych czasów jest to, że próbujemy żyć zdrowo, uprawiać sporty, jeść ekologiczne żarcie, zajadać się sałatkami, owocami i warzywami. Staramy się za wszelką cenę walczyć ze starością i robić wszystko, aby nie umrzeć za szybko. Staramy się, aby kobiety w ciąży naprawdę dobrze się odżywiały, łykały witaminy, karmiły dziecko zdrowymi pokarmami, a w ostateczności zastanawiam się czy to co uważamy za takie zdrowe, jest takie naprawdę. Co to znaczy tak naprawdę być zdrowym? Znaczy to tyle, że nic nas nie boli? Nie doskwiera nam żadna dolegliwość? Bo przecież idąc chodnikiem nawdycham się tyle spalin, że nie potrzebuję palić papierosów. Takie czasy, taki styl życia. A żarcie? wszystko modyfikowane, łącznie z dziecięcym mlekiem, deserkami i obiadkami.

Ktoś powie: “Przecież mamy żywność ekologiczną” – tak, możemy kupować ją i udawać, że zajebiście zdrowo się odżywiamy. Co więc robić? Nie dać się zwariować. A co jest zdrowe? Wszystko i nic. Może to brzmi jak wyrok, ale na przykładzie kurczaków, które hodowane są na hormonach i antybiotykach, mogę tylko powiedzieć, że nie unikniemy pewnych zagadnień i nieprawidłowości. A jeśli już kury nie jadą na hormonach to na pewno na lekach, żeby w kilkutysięcznej fermie nie wybuchła ptasia grypa. Powiecie, że kłamię? No cóż, to wasze zdanie.

Sam już nie wiem czy nasz świat jest taki lepszy od tego sprzed kilkudziesięciu lat albo nawet kilkuset. A może jest nas po prostu za dużo na tym świecie i nasza ingerencja w jego naturalne środowisko, siłą rzeczy odprowadza podatek od naszego przerostu naturalnego i automatycznie wyklucza co jakiś czas pewne jednostki albo nie zezwala na kolejną produkcję żywej istoty, pilnując naturalnego porządku i równowagi. Trochę to brzmi jak z opowieści fantastycznej średniego formatu, ale jakby się tak nad tym zastanowić to jak loteria, która trwa przez całe istnienie ludzkiego rodzaju. I teraz pytanie czy wygramy lub też przegramy w tej potyczce.

Oceń ten wpis
5

Podobało Ci się?

Jeżeli odnalazłeś w naszym wpisie ciekawe informacje, oceń nasze starania. Będziemy wdzięczni za Twoje zdanie.

Sending
User Review
5 (1 vote)