Każdego dnia dziecko uczy mnie jak być dojrzałym. Staję się bardziej odpowiedzialnym i świadomym rodzicem


 

To nie prawda, że rodzice są dorośli. Bo jak można być zupełnie dojrzałym przy dzieciach? Nie da się. Niestety mimo wszystko trzeba.

Świat jest tak przewrotnie poukładany, że gdy jesteśmy mali, to chcemy być duzi. Gdy dorastamy liczymy sobie lata, jakby miało to wielkie znaczenie dla nas. Jednak kiedy już jesteśmy dorośli zazdrościmy dzieciom ich beztroskiego sposobu postrzegania świata.

Jestem już dużym chłopcem i wiem, że pewne rzeczy są zarezerwowane dla dzieci, a niektóre dla dorosłych. Co prawda beztroska towarzyszy mnie i mojej córce każdego dnia, ale nie zapominamy też o swoich rolach. Chociaż bardziej to ja pamiętam, Aleksandra ma zbyt wiele zajęć, żeby się nad tym zastanawiać.

 


Codzienność jest zwykle szara i powtarzalna. Dzieci dodają jej trochę dobrych kalorii


Jako ojciec i tato często zastanawiam się jak wychowam swoje córki, czy robię to dobrze i jak zostanę kiedyś podsumowany za swoją “rodzicielską pracę”. Dzieci mają swoje systemy wartości i ocen. Z każdym wiekiem przybywa w tej kwestii nowych podpunktów do oceny. W tej chwili to jest prosta sprawa, bo jestem oceniany na bieżąco i każda ocena mojego dziecka odbywa się na płaszczyźnie relacji, które mają miejsce tu i teraz. Dziecko dwuletnie nie zastanawia się co będzie za dwie godziny albo jutro. Tak więc gdy Ola bawi się w najlepsze na dywanie, a ja wołam ją do kąpieli natrafiam wyłącznie na mur. W tej danej chwili jestem niedobry, bo przerywam ważną zabawę.

Podobnie sprawy mają się o poranku. Wstawanie do żłobka o 6 rano, bo tata idzie do pracy i musi córkę odprowadzić do żłobka trochę wcześniej niż dawniej, wcale nie napawa Aleksi optymizmem. Słyszę wtedy: “tata idź” albo “nie tata!”. Ja ją w pełni rozumiem. Sam z chęcią pospałbym do 8-9 rano, ale po prostu się tak nie da. Tata musi iść do pracy, a Aleksi jest zmuszona mi towarzyszyć, bo żona w tym czasie zajmuje się Alicją i karmi piersią.

Najlepsze w tego typu ocenie jest to, że dziecko szybko zapomina co było złe, a do kąpieli idzie czasami grzecznie i do żłobka o poranku maszeruje dziarskim krokiem, trzymając przedmiot przekupstwa, czyli jakąś swoją zabawkę, którą pozwalamy razem z żoną jej wziąć.

 


Uczę się być rodzicem, a dziecko jest mi przewodnikiem


To prawda. Rodzic uczy się obcowania w dziecięcym świecie praktycznie przez całe życie. Wiem o tym, ponieważ bez względu na wiek, moi rodzice mieli naprawdę bardzo wiele do przyswojenia dziwnej wiedzy.

W tej chwili cieszę się, że jestem jeszcze dość młodym rodzicem. 33 lata to w końcu nie jest dla faceta zły okres, żeby posiadać dwójkę małych dzieci.

Mówi się, że rodzice są nauczycielami swoich dzieci, którzy uczą swoje pociechy trudnej sztuki życia i obcowania ze światem. Oczywiście, że tak, ale nie możemy zapominać o tym, że nasze szkraby są również nauczycielami dla nas. Pełnią swoją rolę nieświadomie, przypadkiem. Jednak należy docenić tą naukę, bo może nam wielokrotnie uświadomić, że życie jest bardzo krótkie i nie możemy cały czas być w opozycji do niemądrych zachowań naszych pociech. To nic, że czasami wyprowadzają nas z równowagi. Taka ich rola i pełna kreatywności natura i ciekawość świata.

 


Tylko spokój nas uratuje


Podstawowym warunkiem wytrzymania z dzieckiem jest spokój i opanowanie. Nic bardziej nie motywuje człowieka do pracy nad sobą samym, jak dziecko. Właśnie dla naszej pociechy i dzięki niej potrafimy walczyć sami ze sobą. Ilekroć było tak, że Aleksandra wyprowadziła mnie do tego stopnia z równowagi, że miałem ochotę jej przyłożyć. Do tego ile spokoju trzeba zachować czasami gdy płacze i krzyczy na cały regulator, bo akurat nie dostała tego, co chciała. Wtedy jestem najgorszym rodzicem na świecie. Ola tupie, płacze, wymachuje rękami i odpycha mnie wołając żebym sobie poszedł albo po prostu piszczy jak tylko najgłośniej się da. Uwierzcie mi, że da się tak, że szklanki pękają, a moje uszy odczuwają ból.

Skąd taka siła nie wiem, ale w życiu bym nie przypuszczał, że takie małe dziecko może tak głośno piszczeć albo krzyczeć. Czasami aż boję się, że wkrótce zapuka do naszych drzwi policja. Jedna ze starszych sąsiadek już się do nas nie odzywa. Stwierdziła bowiem, że jesteśmy jakąś patologią i przestała się do nas uśmiechać i mówić nam: “:dzień dobry”. No cóż, życie.

Rodzic jest oazą spokoju. No dobrze nie jest, ale stara się być. To nic, że czasami pozwolimy sobie na emocje. To jest normalne i zdrowe. Nie możemy jednak zapomnieć, że to My jesteśmy rodzicami i jedynymi w domu, którzy powinni rozumieć jak ważne jest aby się w porę opanować i zachować spokój.