Po pierwsze: pomagać w rozwoju


 

Razem z żoną pracujemy. Co prawda moje obowiązki pozwalają mi wykonywać swoją pracę w domu. Jakiś czas temu była ze mną Alicja, która nie dostała się wcześniej do żłobka. Próbowaliśmy ogarnąc zaistniałą sytuację, jak tylko się dało najlepiej. I tak naprawdę był to tylko przymus, na który nie chciałbym się decydować ponownie. Moja córka trochę się ze mną męczyła bawiąc się przy mnie w akompaniamencie laptopa, którego trzymałem na kolanach. Zresztą nie to było najważniejsze. Siedząc ze mną nie mogła się skutecznie uodpornić na wirusy i bakterie. Dochodził jeszcze fakt, że zawsze jest o tysiąc razy lepiej, gdy dziecko rozwija się przebywając ze swoimi rówieśnikami podczas codziennych czynności oraz zabaw.

Wiem, że oddanie dzieci do żłobka wzbudza wiele kontrowersji oraz obaw. Razem z żoną mieliśmy również swoje. Zastanawialiśmy się czy Ala nie będzie co chwilę chorować i tak naprawdę będzie częściej siedziała w domu z glutami, niż przebywała w żłobku. To są normalne obawy i zmartwienia. Jeżeli chodzi o nas, to sprawę ułatwił nam fakt, że wykonuję pracę w trybie home office i w pewnym sensie mogę zaginać rzeczywistość w pracy, jak w Martixie. Co prawda chore dziecko mogłoby zaburzyć pewne procesy oraz codzienne obowiązki, ale nie na tyle, żebym mówił o całkowitym wyłączeniu z pracy.

Zresztą znam już ten model i wiem w jaki sposób wygrać pewne kompromisy i zarządzać czasem. Poza tym, jak pisałem w jednym z wpisów, dzieciaki mi przeszkadzają i kocham stan, gdy są ze mną w domu i pozbawiają mieszkanie martwej ciszy. W pewnym sensie są dla mnie niczym balsam, który odpędza samotność i wewnętrzny niepokój. Dając tym samym hałas i rozwalone po całym domu zabawki.

Nie wiem jak u Was, ale nasz żłobek jest naprawdę świetnym miejscem dla rozwoju dzieci. Na szczególną uwagę zasługują ciocie, które opiekują się maluchami. Kreatywne, miłe i uśmiechnięte. Wchodząc do żłobka człowiek widzi kobiety, które po prostu mają powołanie do tego, co robią. Aleksandra uwielbiała swoje ciocie. Zresztą inne dzieci również. Ala również nie ma żadnego problemu z aklimatyzacją. Nawet przyznaję bez ogródek, że stała się żłobkowym łobuzem.

Dodawałem kiedyś wpis, który nadal tkwi w mojej pamięci, o tym jak odprowadzałem Aleksandrę po raz pierwszy do żłobka. To było przeżycie. Ojcowskie uczucie, które trwa do dzisiaj. Niedawno oddałem również Alicję do żłobka i uważam, że był to najlepszy wybór, jakiego mogłem dokonać, żeby cała rodzina była zadowolona.

Żona jest również spokojna wiedząc, że obie córki mają opiekę i wyżywienie, a mąż może w końcu wykonywać swoje obowiązki bez zakłóceń. Jesteśmy również oboje zachwyceni faktem, że nasze córki świetnie się rozwijają. Aleksandra wychodziła ze żłobka jako naprawdę świetnie rozwinięte dziecko, które potrafi bardzo ładnie mówić i prowadzić dyskusje pełnymi zdaniami. Dzięki przestrzeni i odpowiedniemu zapleczu, starsza córka opanowała bardzo dobrze motorykę własnego ciała, wspinając się i skacząc po “małpim gaju”, który jest chyba najbardziej obleganym miejscem w żłobku. Alicja również skacze już bez przeszkód i jak tylko mam możliwość ją poobserwować przez szybę, zanim wejdę do żłobka po południu, podziwiam jak wspaniale pokonuje różne przeszkody i wspina się wszędzie.

 


Po drugie: wspomagać rodziców


 

Żłobek podobnie zresztą jak przedszkole to nie tylko i wyłącznie opieka nad naszymi dziećmi, dbanie o ich rozwój psychiczny i motoryczny oraz edukacja. Są to podstawowe wartości, które przyświecają tym instytucjom. Nasze dzieci oprócz zabawy, tworzą prace manualne, biorą udział w zajęciach, oraz co tak naprawdę jest najważniejsze, rozwijają się poprzez obcowanie z rówieśnikami. Dzieci są różne i stopień ich rozwoju również jest odmienny. Dlatego własnie ważne jest, aby między sobą wyrównywały pewne “niedociągnięcia”. Nie są to oczywiście jakieś wady. Po prostu tak już jest i chociażbyśmy chcieli to zmienić, musimy dać swojemu dziecku jego własny czas na opanowanie pewnych czynności. I nie powinniśmy się sugerować tym, że inne dzieci zrobią pewne rzeczy lepiej lub szybciej. Każda pociecha ma swoją metodę na osiągnięcie pewnych celów. Żłobek i przedszkole z pewnością łatwiej zorganizują czas, niż podczas pobytu dziecka w domu z rodzicami. Dzięki temu nasze dzieci osiągną pewne cele rozwojowe w łatwiejszy sposób.

Ok. To są kwestie najważniejsze, ale co z rodzicami? W jaki sposób żłobki i przedszkola wspomagają rodziców? Chcemy tego czy nie, dziecko powinno “wyjść z domu”. To daje nam naprawdę dużo czasu na premyślenia na temat własnej osoby. Już pomijam kwestię możliwości pójścia do pracy, ale swoboda pozwala na poszukiwanie nowego zajęcia i oczywiście chwilę odpoczynku zanim pociechy wrócą do domu. Ja osobiście ucieszyłem się, gdy moje córki poszły do żłobka. Ten czas nie jest wyłącznie dla mnie fazą spokoju i ciszy od ich hałasów. Jest również pewną równoważnią, która wpływa na codzienne osiąganie pewnego poziomu spokoju i cierpliwości.

Poza tym za każdym razem tęsknię za tym hałasem i bałaganem, który robią moje dzieciaki, oraz ciągłą walką o posprzątanie porozrzucanych zabawek. I chociaż nie wyobrażam sobie życia bez tego chaosu, jak każdy rodzic potrzebuję chwili wyciszenia. Czasu tylko dla mnie, który mogę roztrwonić na co tylko chcę, bez konieczności myślenia o rodzinie. Nie jest to łatwe, ale czasami mi się udaje.

 


Nieodłączne minusy, które są tak naprawdę plusami


 

Nie mogę powiedzieć, że oddanie dziecka do żłobka jest zawsze usłane różami. Nie jest i trzeba to sobie powiedzieć wprost. Nasza pociecha do czasu, gdy nie wyjdzie z domu od rodziców, jest w pewien specyficzny sposób, zamknięta w hermetycznej osłonie domowego ekosystemu. W żłobku istnieje zupełnie inny mikroklimat, przepełniony zarazkami, wirusami i bakteriami. Dlaczego w pewnym sensie jest to dla nas plus? To bardzo proste. Rozwijający się organizm dziecka musi się uodpornić na działanie różnego rodzaju ustrojstwa. Oczywiście wszystko zależy od tego, w jaki sposób prowadzi się daną instytucję oraz temperatury powietrza, w której przebywają dzieci. O tym napiszę innym razem. Zresztą pisałem już we wpisie: Dlaczego zamyka się dzieci w hermetycznym środowisku?, na temat przegrzewania dzieciaków. Nadmienię tylko, że w placówkach wygląda to naprawdę różnie i nie zawsze warunki są sprzyjające.

Wielu z nas ma tendencję do przegrzewania nie tylko siebie, ale również dzieci. Bardzo fajnie, że pociechy mają ciepło, ale tworząc przesadny klimat tropikalny sprawia się, że nasze dzieciaki gotują się we własnym sobie. Nie byłoby w tym nic złego, gdyby nie fakt, że często maluchy chodzą na spacery do parku albo na plac zabaw. Przy dużej różnicy temperatur, mimo kurtek, czapek i szalików, jest to jednak dla organizmu dziecka szok. Więc jeżeli w żłobku czy przedszkolu panuje temperatura prawie 30 stopni, a na dworze -5 stopni Celcjusza, jest to dobre dla naszych dzieci? ale co ja tam wiem. Jestem tylko ojcem, który chce jak najlepiej dla swoich córek.

 


Podsumowanie


 

Wybierając opcję odprowadzenia dziecka do żłobka musiałem się liczyć z tym, że nie będzie lekko. Spodziewałem się, że mogą się przytrafić niespodziewane sytuacje. Córka zacznie płakać i nie uspokoi się w ogóle. Będziemy musieli przejść przez okres adaptacyjny, który polega na stopniowym przygotowaniu dziecka do żłobka poprzez zostawianie wyłącznie na godzinę lub dwie. Martwiłem się również, czy obie moje córki nie będą chorować zbyt często. Tym bardziej, że rodzice różnie podchodzą do kataru i przeziębienia dzieci. Uwierzcie mi wiem o czym mówię. Na szczęście, gdy panie zobaczą, że dziecko ma podwyższoną temperaturę lub zielonego gila, od razu dzwonią po rodziców, aby zapobiec ewentualnemu rozprzestrzenaniu się wirusów.

Swoją drogą widziałem i słyszałem bardzo różne historie związane z rodzicami oraz ich podejściu do odbierania dzieci w takich przypadkach oraz pozostawianiu dzieci w żłobku wiedząc, że nie powinno narażać grupy innych dzieci na chorobę. Słyszałem historię rodziców, którzy byli na tyle bezczelni, że stwiedzili, iż jeżeli opłacają żłobek, to zostawią dziecko z gilem, ponieważ nie mają co z nim zrobić. Poza tym panie są od tego, aby się nim zająć. Ten obrazek miałby rację bytu tylko wtedy, gdyby panie posiadały zaplecze w postaci pokoju dla dzieci z gilem lub przeziębionych i byłyby pod stałą obserwacją lekarza. Jednak nie wierzę, że jakikolwiek zdrowo myślący rodzic pozwoliłby sobie na coś takiego wobec swojego chorego dziecka. To oczywiste, że pierwsze o czym myślimy, to zadzwonić do lekarza, wziąć wolne od pracy i zająć się naszym dzieckiem.

Czy wraz z żoną mamy problemy z chorobami naszych dzieci? Oczywiście, że tak. Tak naprawdę kto ich nie ma? Bo musimy jednak pamiętać, że nie tylko w żłobku czy przedszkolu dzieci są narażone od innych pociech. Żyjemy w takim środowisku, a nie innym. Codziennie walczymy z przekroczonymi normami smogu, jemy przetworzone jedzenie. Nie raz podając je dzieciom. Dodatkowo stosujemy czasami zbędne ilości suplementów, które powinny pomagać nam w uodparnianiu organizmu. Zapominamy o naturalnych sposobach walki z chorobami, czy zwykłym przeziębieniem. Pragniemy wyników i rezultatów natychmiast. Nauczyliśmy się, że świat pędzi do przodu i nie zatrzymuje się ani na chwilę. Nawet wtedy, gdy czujemy się osłabieni i chorzy. Tego samego oczekujemy od odporności i adaptacji dziecka czy to w żłobku, czy w przedszkolu. Na wszystko przychodzi czas. Nasz czas i każdego z osobna. Chociażby dlatego dziecko powinno iść do żłobka. Tam nikt nie będzie naszej pociechy popędzał i nakładał na dziecko ram, które my sami potrafimy mu zakładać, ponieważ nie jesteśmy w stanie wyrobić swojej normy w ciągu dnia.

Musimy się więc zastanowić, czy zostając z dzieckiem w domu, jesteśmy w stanie pogodzić wszystkie obowiązki? Zadbamy o dom, ugotujemy obiad, zrobimy pranie, ale czy wystarczy nam czasu na to, aby w pełni poświęcić go swoim dzieciom? Czy mamy możliwość kreatywnego rozwoju dziecka? Czy mamy tyle pomysłów i niespożytej energii, aby zapewnić naszemu dziecku nie tylko naukę i zabawę, ale również rozrywkę? Tak. Rozrywkę. Ponieważ przebywanie z równieśnikami, to nie tylko zabawa i wspólne spędzanie czasu, ale również budowanie pewnych więzi i relacji. Budowanie społecznych zachowań oraz nauka funkcjonowania w grupie. W pewnej społeczności.