Nie wiem czego się oczekuje po akcjach typu: zrobiłam karierę, byłam wszędzie, widziałam wszystko, nie zdążyłam zostać mamą, propagujących politykę prorodzinną, skoro nasze Państwo ma Cię w dupie


W porządku. Odniosę się najpierw do samej kampanii, która de facto jest świetna, ponieważ ukierunkowuje nasz wzrok na wspaniałą ideę i próbuje przełamać ducha współczesności, który pcha wiele kobiet ku pędowi za karierą, pieniędzmi i wszystkim co materialne, namacalne, dostrzegalne. W pełni się zgadzam z przesłaniem samej kampanii. Uważam, że jest niezmiernie pożyteczna, skuteczna i uderza w samo sedno problemu współczesnego świata. Tak wygląda cały spot akcji:

 

Świetnie przeprowadzona kampania, wydane pieniądze, czas na jej produkcję i wypromowanie. Całość spotkała się oczywiście z falą krytyki i głupimi memami na portalach tętniących humorem, ale mniejsza o to. Jest pewna kwestia, obok której obojętnie przejść nie mogę i pytanie krążące w mojej głowie: ile daje rząd dobrego, żeby pomóc rodzącym matkom i rodzinom?

Jako zwolennik wspaniałomyślnych akcji, które mają na celu propagowanie najwyższych wartości rodzinnych, walkę z chorobą oraz pomoc poszkodowanym ludziom czy zwierzętom, zawsze staram się postępować zgodnie z sumieniem. Nigdy nie byłem i nie jestem obojętny na krzywdę i niedostatek, szczególnie na okrucieństwo wobec żywych istot.

Odkąd pamiętam, zawsze byłem zbieraczem chorych zwierzątek i kiedy tylko widzę upodlone zwierzę, wziąłbym je do domu. Niestety, mimo szczerych chęci, nie zawsze możemy zrobić to co chcemy i przechodzimy obojętnie obok niektórych spraw. Jedyne co możemy zrobić, to oddać sprawę w ręce prawa. Jestem zwolennikiem wysokich kar dla ludzi, którzy znęcają się nad słabszą istotą.

Mam też swoje zdanie na temat rodzicielstwa i świadomości tworzenia rodziny. Nie twierdzę, że jestem w tym dobry, ale staram się, a ogarnięcie czasami samego siebie, jest dla mnie sporym wyzwaniem. Próbuję jednak robić wszystko tak, jak należy, chociaż nie zawsze leży to w mojej naturze. Wiem, że brzmi to dość pretensjonalnie. Misja drugi człowiek jest dla mnie jednak naprawdę ważna, tylko czasami brak cierpliwości. Tak zwyczajnie i po ludzku.

 


Sama idea rodzenia dzieci jest świetna, tylko kogo będzie na to stać?


Jestem przekonany, że wielu z Was – rodziców się ze mną zgodzi, że w naszym kraju istnieje tyle skrajnych skrajności, takich że czasami wydaje mi się, jakbym żył w jakimś cyrku, który wystawiany jest codziennie, a grupa klaunów, wynajętych przez jakiegoś bogatego gościa z naprawdę pokręconym poczuciem humoru, zapewnia nam rozrywkę niepojętą przez większość społeczeństwa.

Nie twierdzę, że posiadanie dzieci jest w dzisiejszych czasach niezmiernie trudne i drogie. Przecież nic tak nie hartuje ludzi, jak świadomość odpowiedzialności za drugiego człowieka. Mam przynajmniej nadzieję, że w przypadku rodziców zawsze tak jest. Myślę jednak tylko o tym, że aby posiadać dziecko, trzeba liczyć się z naprawdę ciekawymi kosztami.

W porządku. Ktoś powie, ameryki to Ty nie odkryłeś. Pytanie tylko czy koszty utrzymania dziecka lub dzieci w porównaniu z zarobkami, są w stanie zapewnić dobry byt w polskiej rodzinie i co tak naprawdę nasze państwo oferuje polskim matkom i ojcom?

Wiadomo nie od dzisiaj, że nie każdy z nas jest wykształcony, włada wieloma językami, posiada wspaniałe doświadczenie i pracuje na wysokim stanowisku, w renomowanej firmie. Czy to jednak ma oznaczać, że taki rodzic jest kimś gorszym i nie zasługuje na to, żeby posiadać dzieci i zapewnić im dostateczne warunki do prawidłowego rozwoju? A z drugiej strony, czy ludzie na wysokich stanowiskach, uderzających w życiu w cele, które tak naprawdę ich nie uszczęśliwią w pełni, a zadowolą tylko ich bogate ego, są zdolni do posiadania dzieci w pełnym wymiarze tego przedsięwzięcia? Czy wyłącznie jest to dla nich trend, który propagowany jest przez społeczeństwo, jako naturalny środek dla rozwoju państwa? Tego nie wiem i z pewnością nie zawsze możemy powiedzieć, że biedny to dobry rodzic, a bogaty jest zły. Zamożność nie zawsze jest wykładnikiem niezdrowego rodzicielstwa i skutecznej patologii społecznej, która ma na celu produkcję książąt i księżniczek. Drugą stroną medalu jest inna patologia, której wtóruje przemoc w rodzinie. Żadna z nich nie jest dobra, ale nie o tym miało być przecież, prawda?

Jestem rodzicem. Za chwilę urodzi mi się druga córka i prawdę powiedziawszy nie mam pojęcia, w czym tak naprawdę moja żona i ja, otrzymaliśmy, prócz becikowego, jakąkolwiek pomoc od naszego rządu. Do tego dodam, że moja żona prowadzi firmę, posiada doświadczenie jako pracownik biurowy oraz przedsiębiorca i boi się, że niemożność prowadzenia działalności lub też wymiar jej autentycznego wyglądu, nie pozwoli na dostateczny żywot dla modelu, w którym zasłużenie powinna otrzymać swoją “dolę”, jako aktywny i rodzący dzieci przedsiębiorca.

Zabrzmiało jak ideał polskiego systemu prorodzinnego, no nie?. No i tutaj właśnie państwo nasze pokazuje, jak bardzo dba o swoje ideały, rozkosznie bawiąc się w kata jakichkolwiek możliwości zdobycia więcej, niż oficjalnie można dostać. Mowa oczywiście o becikowym, którym prawdę powiedziawszy, można sobie dupę podetrzeć, a i tak otrzymać je też nie jest taką sprawą bajecznie prostą. Przecież wiadomo, że jak coś można dostać od naszego rządu, nie może być rzeczą prostą, ponieważ trzeba pamiętać o jednej najważniejszej i złotej zasadzie naszego rządu:

Jak Państwo kradnie, oszukuje i nakłada coraz większe kwoty do płacenia, zabiera miliardy uzbierane w OFE, to nazywamy to polityką finansów. Jeśli natomiast Ty drogi obywatelu bierzesz od Państwa, więcej niż należy się w ogólnym rozumieniu postanowień zgodnie z prawem ustalonym de facto przez ten rząd, to jest to nadużycie i pójdziesz do więzienia albo dostaniesz karę. Proste? Dziecinnie proste. Naucz się i zapamiętaj bo dymanko przez 24 godziny na dobę musi być uskuteczniane, żebyś wiedział, że żyjesz.

I teraz pytanie do rodziców i test na ogarnięcie tematu:

Jaki jest koszt posiadania dwójki dzieci miesięcznie? Przy założeniu, że oboje z rodziców zarabia przynajmniej 2000 zł na rękę, co daje łącznie 4000 zł netto na rodzinę czteroosobową, płacącą rachunki i odżywiającą się. Jest to założenie czysto teoretyczne, zakładające, że pracodawca, zatrudniając pracownika, zdaje sobie sprawę z tego, że niekoniecznie musi to być student, a osoba posiadająca nie tylko doświadczenie w pracy, ale również życiowe. Niestety bywa różnie i spotykałem się na portalach oferujących pracę, z ogłoszeniami, które znacznie odbiegały od moich założeń teoretycznych i wynosiły nawet 1500 zł netto dla osoby, która miałaby pełnić funkcję pracownika na pełen etat. Wracając jednak do tematu i przyjmując również, że dzieci chodzą: jedno do żłobka, drugie do przedszkola. Jakie koszty czekają radosnych rodziców? To jest dopiero rebus.

Teoretyzując bardzo teoretycznie. Średniego standardu mieszkanie we Wrocławiu, czyli tam gdzie mieszkamy, kosztuje 1200 zł wynajmu za 50 m2, do tego czynsz, media i jeszcze jakiś internet z telewizją, mogę śmiało powiedzieć, że rodzina jest w stanie zamknąć się swobodnie w 2000 zł. W porządku rachunki opłacone. Jedna pensja z głowy poszła tak szybko, że nawet jej nie zauważyliśmy. Teraz czas zabrać się za drugą pensję. Załóżmy hipotetycznie, że żłobek i przedszkole razem pozwoli się rodzinie zamknąć w 1000 zł, co jest oczywiście nieprawdą, ponieważ zazwyczaj wychodzi drożej, ale dajmy sobie szansę na marzenia.

Powiedzmy, że zostaje rodzinie, na tak zwane “życie”, 1000 polskich, zasranych złotych. Z tych genialnie rozporządzonych pieniędzy matka musi mieć możliwość robienia śniadania, obiadu i kolacji. Dzieci mają zapewnione wyżywienie w swoich instytucjach, ale w weekendy jeść trzeba, a kolację dzieciaki jedzą już w domu. Pozostaje tak czy inaczej wyżywienie siebie i męża. Nawet jeśli nie, to trzeba zjeść na mieście co oczywiście wychodzi nie najlepiej finansowo.

Nie wiem dokładnie jak podają statystyki, ale jeżeli nie kłamią na stronach internetowych i blogach, to rodzinie czteroosobowej umyka miesięcznie około 2000 zł na jedzenie. W porządku, niech będzie nawet mniej – 1500 zł na żarcie. 2000 + 1000 + 1500 = 4500 zł. Wychodzi debet. Chyba trzeba wziąć pożyczkę w SKOK na lepsze życie. Dzieci trzeba ubrać, czasami kupić zabawkę lub zabrać na lody. Pytanie tylko gdzie tu z tego debetu zatankować auto lub opłacić komunikację miejską, żeby dojechać codziennie do pracy? Można dojeżdżać na własną rękę, na rowerze, ale za coś ten rower kupić trzeba. Za pożyczkę, której nie ma za co spłacić, bo mamy debet.

No dobra. 4000 na rękę, czyli takie zupełne minimum pensji obojga rodziców, jakie powinno być, nie wystarczy. To co wystarczy? Na minimalne minimum dla czteroosobowej rodziny, która mogłaby żyć na poziomie, nie ośmieszając polskiego rządu i polityki prorodzinnej? 2500 – 3000 zł na rękę dla każdego rodzica? Być może. Wiem, że wielu z was zarabia więcej. Zdaję sobie również sprawę, że inni zarabiają tyle, że jeden z rodziców mógłby nic nie robić. Z pozostałymi jest jednak gorzej. Zarabiają tyle, że ledwo im wystarczy na utrzymanie samego siebie. Brzmi strasznie? Wcale. Chyba, że dla pracodawców, którzy zarabiając miliony jak nie miliardy, zapłacić swoim pracownikom godziwych pensji, z których mogliby być w końcu jakoś zadowoleni jest solą w oku. Ktoś powie, że Ci co zarabiają mało, sami są sobie winni. Nie ucząc się, mogą wykonywać wyłącznie proste prace fizyczne. No tylko ktoś musi kopać doły, zakładać elektrykę, kasować wasze zakupy w markecie i wykładać na pułki wasze ulubione produkty albo zbierać wasze śmieci spod waszego domu lub sprzedawać wam towary, na które trwonicie zarobione pieniądze. Czy to oznacza, że są gorszej jakości ludźmi? Wykonują mniej stresującą pracę lub mniej szkodliwą dla zdrowia? Wręcz odwrotnie i za to powinni mieć zapłacone porządne pieniądze.

Oni nie siedzą w biurach, nie piją hektolitrów kawy na każdej przerwie i przy każdej okazji, i nie chodzą sobie na papierosa, uskuteczniając zacieśnianie więzi pracowniczych. Dla odmiany są napędzani niezadowoleniem waszych zakupowych wariacji podczas wyczekiwania w kolejce do kasy, wybierają wasze śmierdzące śmieci z kontenerów, kopią wam doły, żebyście mogli sobie pooglądać telewizję kablową albo mogli usiąść na dupie w kiblu i spuścić wodę, nie przejmując się, że wasze to co zrobicie, będzie śmierdziało na cały dział. Na domiar złego jeszcze, będą lepszymi rodzicami niż Wy. Tylko po co? Jeżeli nie będą mieli środków do wychowania dziecka, zostaną pozbawieni praw rodzicielskich. Leżę i płaczę z ironii i sarkazmu wręcz, wynikającego z podobnych faktów polskiej rzeczywistości.

Na koniec chciałbym, aby każdy pomyślał nad tyn, jak matka traci pracę za 2500 zł netto lub zaczyna rodzic. Posiada dwójkę dzieci lub jedno, na którego utrzymanie nie będzie jej stać. Zostaje na utrzymaniu męża, który dobrze zarabia, jak na polskie warunki Finansowe i przynosi do domu 3500 zł. Opłaci rachunki, dziecku żłobek lub przedszkole i zostaje mu 1000 zł. Bardzo udana kalkulacja, biorąc pod uwagę fakt, że kobieta, jako osoba rodząca powinna otrzymać normalne dofinansowanie od Państwa w postaci comiesięcznego żołdu za sprawę dla Polski. Tak, jak żołnierz otrzymuje żołd za swoją służbę, bo rodzenie dzieci i wychowanie to służba nie tylko dla samego siebie.

 


Co mamy, a czego nie mamy drogie mamy?


Mamy szpitale darmowe, w których matki rodzą dzieci za darmo, wielkie mi rzeczy. Mamy refundowane niektóre leki. W porządku. Co prawda jest ich niewiele, ale w końcu nie od razu Rzym zbudowano. Mamy w końcu becikowe. Tutaj śmiech, ale co mi pozostało. No dobrze i co dalej? Lekarz prowadzący jest zazwyczaj prywatny i bierze 100-200 zł za wizytę, a czasami trzeba kobiecie iść co dwa tygodnie. Nie licząc badań, które kobieta w ciąży musi wykonać na własny koszt i użytek. Jeżeli zostanie zwolniona, w jakiś sposób, otrzyma pensję półroczną dla bezrobotnego, która wyniesie zawrotne 700 zł lub mniej, w zależności od stażu pracy. Młoda matka może liczyć w takim układzie na zwrot miesięcznego zapotrzebowania dziecka na pampersy, ponieważ nie posiadając doświadczenia w pracy, otrzyma ochłap z ochłapu proponowanego przez rząd.

 


Robię karierę, jestem przedsiębiorcą, widziałam Włochy, Grecję i inne. Zaraz urodzę drugie dziecko, a Państwo mnie dyma


Zgodnie z powyższym, w ten sposób mogłaby powiedzieć moja żona. Ostatnio przeraziliśmy się nową ustawą, istniejącą od wielu lat, która sprawi, że kobiety przedsiębiorcze, spełniające wszelkie normy polskiej idei prorodzinnej, zapewniające krajowi rosłych i zdrowych obywateli, prowadzące własną działalność z powodzeniem i odprowadzające składki, zostaną wydymane w taki sposób, że jedyne co mogę powiedzieć w tej sprawie to: “Gratuluję wspaniałej polityki prorodzinnej bałwany”. Jeszcze mało miliardów rząd nakradł nie? Trzeba wyssać krowę tak, żeby już w ogóle mleka nigdy nie dała prawda? Nie ważne co będzie później. Najważniejsze, że w tym momencie będziecie świniami przy korycie, które żrą nawet spod siebie, żeby nic przypadkiem nie uciekło dla obywateli.

Jak zgodnie z prawem ktoś może przez krótki okres czasu, jakim jest urlop macierzyński, na którym de facto kobieta nie leży i pachnie, tylko dla was barany i waszego ZUSu, KRUSu i Urzędu Skarbowego, opiekuje się nowym obywatelem, to trzeba go udupić bo jakiekolwiek możliwości dodatkowego ułatwienia sobie życia finansowo są nadużyciem. Nawet jeżeli kobiety, które zakładają działalność chwilę stosują coś co im się zgodnie z prawem należy to co? Cóż z tego? Potraktujcie to jak inwestycję w nowego obywatela, bo okres macierzyńskiego trwa tylko 12 miesięcy. Więcej i tak ustawowo kobieta nie dostanie, więc po co ta cała afera?

Na którymś z blogów, na jakiejś stronie spotkałem się z falą krytyki dla osób takich jak ja, czyli oburzonych podobnym stanem rzeczy i sytuacją, w której nie dość, że ZUS nas dyma bezkarnie jak tylko może nakładając kosmiczne składki, to jeszcze pozwala na działanie szkodliwe dla polityki prorodzinnej. Świetnie, przecież najlepiej dawać się dymać bezkarnie i w ogóle o tym nie pisać, nie robić. Najsmaczniej włazić w dupę systemowi. Nie wiem tylko skąd tacy ludzie się biorą i co chcą osiągnąć, ale z mojej strony to nie jest już niezadowolenie, a coś mocniejszego.

Chciałbym doczekać jeszcze dnia, w którym naprawdę poczuję się doceniony przez rząd wiedząc, że to co robię na sens. Chciałbym mieć świadomość, że jak uczciwie zarobię więcej, to nie będę musiał oddać nie wiadomo ile. Chciałbym też wiedzieć, że jak założę działalność, to nie będę musiał jej zamknąć po roku lub dwóch, bo nie będę miał pieniędzy na opłacenie gigantycznych składek, nakładanych na osoby prowadzące własną działalność. Pragnę być też przekonany tak naprawdę, że kobieta, która chce mieć dziecko, nie będzie musiała zastanawiać się nigdy czy robić karierę czy też nie, a pracodawca pozwoli jej dokonać właściwego wyboru.

 


Dlaczego nie możemy być silnym i mocnym Państwem, którego siłą są obywatele?


Mentalność korporacyjno – kapitalistyczna w naszym kraju jest na poziomie tragicznym. Jak niewiele jest firm, dla których ciąża i kobieta jest połączeniem, którego się nie deprecjonuje. Wiem, że wiele się zmienia bo ludzie się zmieniają na decyzyjnych stanowiskach pracy. Trendy też się zmieniają. Tylko nasz rząd jakość się zmienić nie może.

Czasami tak sobie myślę czy nastanie kiedyś taki dzień, gdy nie zobaczę w telewizji tych samych twarzy, ludzi, którzy non stop przewijają się wśród świateł polityki naszego państwa. Tylko czy w ogóle cokolwiek się wtedy zmieni?
W końcu młodzi ludzie czerpią wzorce bardziej doświadczonych. Jak więc będzie wyglądała polityka naszego kraju, gdy zabraknie najpopularniejszych twarzy współczesnej polityki? Zmieni się cos, a może fanatyzm prezesowski partii politycznych osiągnie swój rozkwit i wpędzi nasz kraj na jeszcze większą mieliznę?

I jeszcze jedno: Czego tak naprawdę uczy nas nasz kraj i jakie przykłady zachowań przekazuje swoim obywatelom?
KŁAMSTWO, OBŁUDA, ZŁODZIEJSTWO? PRYWATA znamy to skądś? Czy już tak kiedyś nie było? Czy to są wartości, którymi powinni się kierować politycy, którzy tak bardzo pragną pokazać, że są katolikami wierzącymi głęboko w Boga i patriotami? W którym miejscu? Depcząc swoich rodaków?

Czasami czuję, jakby nastąpił kolejny rozbiór Polski. Cichy, komercyjnie zamknięty wśród bram kapitalistycznych ideałów.
Nie czujecie się jak marionetki zachodnich koncernów? Nie macie wrażenia, że nasz kraj sprzedawany jest kawałek po kawałku? Czekam na dalsze wydarzenia i dalszą część politycznego wyścigu i kolejnych, ciekawych projektów.

 


Prawa i obowiązki rodzica wobec dziecka i klasyczne paradoksy


Planujemy założyć rodzinę. Wspaniałą wspólnotę, która przede wszystkim jednoczy wielopokoleniowo i tworzy więź nie do opisania. Uwielbiam moje dziewczyny i czekam, aż druga przyjdzie w końcu na świat i naprawdę nie wyobrażam sobie innego życia w tej chwili. Gdy byłem kawalerem, młodszym facetem, który uważał, że może wiecznie żyć z dnia na dzień, bawić się czasem, nie byłem świadomy tego, jak bardzo tak naprawdę byłem samotny. W tej chwili nawet nie myślę o tamtym życiu i nigdy bym już do niego nie wrócił. Wiadomo, że moje myślenie jest oczywiście kierowane dojrzałością do faktu bycia ojcem i chęci zakładania rodziny. Niemniej jednak, w tej chwili na tyle odmieniło się moje życie, że nie jestem w stanie myśleć inaczej niż obecnie.

Czemu miał służyć ten wstęp i do czego zmierzam? Na pewno do końca wpisu. Wydłużył się i zrobiło się ciekawie.
Moim obowiązkiem wobec moich dzieci jest przede wszystkim otoczyć je opieką, zapewnić godne życie i beztroskie dzieciństwo bez zmartwień. Dzieci powinny być beztroskie, wesołe i nie odczuwać żadnych z trosk, którymi przejmują się dorośli. Czyli My – ich rodzice. Kiedy jest inaczej, dziecko staje się rodzicem. Wtedy możliwa jest interwencja prawa, które nie powinno pozwalać na taki stan rzeczy i opiniować czy rodzice nie powinni zostać pozbawieni praw rodzicielskich.

Niestety tak nie jest, a patologia kwitnie w naszym kraju i jako niczym nie zmącony organizm, tętni własnym życiem.
Od jakiegoś czasu obserwuję wydarzenia z Polski dotyczące polskich dzieci i ich tragedii. Jak nie dziecko wyrzucone przez okno, zabite, zgwałcone to pobite na śmierć. Ile jest wydarzeń, tyle historii ludzkich. Wiem, że może nie ma to nic wspólnego z akcją prorodzinną, ale tworzy z nią pewną unikalną więź wykluczenia. Nabieram pewności, że łączące się w pewnym miejscu antagonistyczne sytuacje, mogą wpłynąć na człowieka dwubiegunowo i skłonić do refleksji. Zwyczajnie nie mając środków do życia lub tracąc pracę, nie mamy możliwości w naszym kraju, na samodzielność. Zawsze musi istnieć czynnik zewnętrzny, który niezależnie od nas i rządu, jest w stanie zapewnić nam pomoc finansową.

Nic nie jest proste. Najłatwiejszą sprawą jest posiadanie męża, który może zapewnić swojej żonie najwyższe standardy finansowe. Wtedy kobieta nie przejmuje się tym, że musi pracować i urodzenie dziecka będzie dla niej czymś w rodzaju urlopu chorobowego, szkodliwego dla kariery zawodowej. Tylko gdzie takiego sobie znaleźć, skoro robienie kariery jest ograniczone przez polski rząd i pracodawców oferujących umowy śmieciowe? I mówię tu o pełnoprawnych umowach o pracę za 1500 zł na rękę. Może uciekać za granicę? Zostawić nasz piękny kraj i zrzucić z barków polszczyznę. Przerzucić rodzinę i plemniki do Niemiec, Holandii albo Great Britain. Tylko czy o to chodzi właśnie w polityce prorodzinnej? Uciekać?
Rząd namawia rodaków do tego, aby zostali w kraju, ale czym nas do tego przekonuje? Tymi ścierwami, zwanymi polskimi złotymi, pozwalając zagranicznym pracodawcom wypłacać najniższą krajową, nie dającą żadnych perspektyw do życia i wychowania dzieci, czy jedną z najniższych pensji minimalnych w Europie?

Oceń ten post
5

Podobało CI się?

Jeżeli odnalazłeś w naszym wpisie ciekawe informacje, oceń nasze starania. Będziemy wdzięczni za Twoje zdanie.

Sending
User Review
2.33 (3 votes)