Tworzy się najnowsze technologie dla mas. Czy są bezpieczne?


 

Ostatnio naprawdę bardzo intensywnie zastanawiałem się jak ogarnąć ten temat. Uświadomiłem sobie bowiem, że jego zagadnienie może zasilić wiele stron małego opowiadania. Do tego nie chciałbym narazić nikogo na powód, do fali krytyki tylko dlatego, że nagle stwierdziłem, iż czasami warto zastanowić się czy korzystanie z nowych technologii jest w istocie tak bardzo potrzebne w każdej sytuacji, czy też nie. Wiadomo, że w dzisiejszym świecie nie da się żyć bez nowinek technologicznych i nikt tak naprawdę nie chciałby być z nimi w separacji.

W zasadzie ciężko jest funkcjonować bez telefonów i komputerów. Próbujemy przeżyć nasze życia jak najszybciej, bo wiemy, że nie są one wieczne. Staramy się przez cały czas czerpać pełnymi garściami z pojedynczych chwil oraz udowadniać samemu sobie i otoczeniu, jak wiele spraw możemy wykonać każdego dnia.

Dlaczego o tym piszę? ponieważ sam jestem uzależniony od smartfona i komputera. Myślę, że od tego drugiego o wiele bardziej. Nie wyobrażam sobie obecnie życia bez gapienia się w monitor. Szczerze. Z jednej strony mam taką pracę, ale z drugiej często usprawiedliwiam swoje zachowanie i zasłaniam pracą pewne czynności, które wykonuję dla własnej satysfakcji. Nie mówię, że zawsze jest to strata czasu. Lubię tworzyć i współtworzyć nowe projekty oraz kreować świeże pomysły w swojej głowie. Chętnie udzielam się jako tata na różnych grupach i blogach innych osób. Chociaż czasami zdarza się, że nie zaglądam tam całymi tygodniami, bo akurat nie chce mi się albo zapominam.

Myślę jednak ile czasu potrafimy spędzać mimowolnie wertując strony w internecie albo sprawdzając Facebooka. Wiem, że zapachniało hipokryzją, ale czy zwykle nie wygląda to tak, jakbyśmy działali automatycznie i bez zastanowienia? Wydaje mi się często, że to wszystko jest bardzo nie na miejscu i niepotrzebne tak naprawdę do życia.

Jest jednak nadzieja. Gdybyśmy wrócili do korzeni i przypomnieli sobie, jak wyglądał świat sprzed wielkiego uderzenia postępem i mikroprocesorami, kto wie może czasami moglibyśmy po prostu wyłączyć telefon, komputer, internet i zwyczajnie przejść się osobiście w miejsce, do którego chcieliśmy zadzwonić, wysłać smsa lub podjechać autem. Pamiętam jak wiele niegdyś chodziłem na nogach. Nie myślałem nawet korzystać z komunikacji miejskiej czy samochodu. Więc co się zmieniło? Dorosłem, mam dzieci, pracę, żonę i świat, który nie poczeka na mnie tylko dlatego, że nagle zdecydowałem się zatrzymać i poprosić o pauzę. Ok. Zgadza się, tylko czy nie jest tak, że bez względu na to, czy zatrzymam się czy nie, świat będzie pędził swoim torem mimowolnie, nie zważając, że na świecie jest jakiś tam Kowalski, który nagle odkrył w sobie człowieka, a nie androida? I w zasadzie kto to jest ten Kowalski?

Wiem, że pisząc swoje słowa jestem niepoprawnym hipokrytą, który próbuje sobie coś uświadomić, ale może właśnie dlatego, że każdy z nas został rzucony w wir współczesności, pozwolimy sobie przemyśleć pewne fakty i zastanowić się czy warto rzeczywiście tak się spieszyć i obserwować codziennie te nasze kolorowe monitory. Prawdę powiedziawszy często wkurzam się sam na siebie za to, że występuje u mnie syndrom niesprawdzonych statusów w smartfonie. Z jakim zaciekawieniem sprawdza się czasami czy ktoś do nas napisał, polubił coś, co wrzuciliśmy na główną stronę naszej strony na fejsie. Nie wspominając o tym, że chętnie spoglądam na Wasze komentarze i posty na fanpagu tata i dziecko. To jest czasami żenujące, ale wydaje się być silniejsze ode mnie.

 


Przemyślenia, a rzeczywistość.


 

Nie wyobrażam sobie w tej chwili życia bez nowych technologii. Wiem, że już o tym mówiłem. Zdaję sobie sprawę, że trochę przynudzam. To już nie telefon brzęczy w mojej kieszeni. Nie posiadam również, jak dawniej moi rodzice, aparatu telefonicznego, stacjonarnego. Zarówno prywatnym urządzeniem, jak i służbowym, jest smartfon. No i oczywiście laptop. Mały, podręczny i przenośny. Myślałem swego czasu również o zakupie tabletu. I teraz sam nie wiem, czy nowe technologie są w dzisiejszych czasach wyłącznie udogodnieniem i usprawnieniem życia, czy również efektem pośpiechu i lenistwa.

Żyjemy coraz szybciej, spieszymy się ciągle dokądś, na coś. Nie przypominam sobie tego pędu gdy jeszcze nie miałem świadomości, że istnieje coś takiego jak komputer, a papier i ołówek to było moje jedyne narzędzie urzeczywistniania moich myśli, a kolorowe i pięknie zdobione gry planszowe były jedną i właściwą rozrywką w domu, ale o tym za chwilę.

Czasami łapię się na tym, że w zasadzie mógłbym ubrać się i wyjść z domu, żeby się przejść kilkaset metrów, jak nie do restauracji zamówić coś, gdy czasami nie chce się ugotować obiadu, to do urzędu zapytać o coś osobiście, jak miewałem tak jeszcze z 10 lat temu. Po co jednak miałbym to robić, skoro można zadzwonić ze swojego smartfona? Wynika to z chęci zaoszczędzenia cennego czasu, bo akurat potrzebujemy pewien jego zapas, aby zrobić zaraz coś innego, ale wiem, że czasem stosuję ten chwyt aż do przesady.

Z jednej strony kochamy życie i chcemy się nim cieszyć, a tak naprawdę większość z nas zachowuje się tak, jakbyśmy podświadomie wyobrażali sobie, że jutro nas zabraknie na tym świecie, że mamy mało czasu i wymagany jest pośpiech, żeby dokonać jak największej ilości, czasami niepotrzebnych rzeczy. Jakich rzeczy? Chociażby przesiadywanie godzinami na portalach społecznościowych, oglądając głupie filmiki i obrazki. Śpieszymy się, a częstokroć sami jesteśmy sobie winni tego braku czasu. Niestety bardzo często tego nie dostrzegamy…

Nasze dzieci nie mają tego komfortu, który mieliśmy my. One siedzą w systemie online od samego początku. Zwykle nieświadomie. Wrzucamy zdjęcia swoich pociech w internet i tak sobie krążą po sieci, niczym rozbite sondy kosmiczne w przestrzeni bez grawitacji. Wyłącznie my możemy pokazać im inną drogę. To od nas będzie zależało czy dziecko wpadnie w wir współczesności z tabletem w ręku, czy poczeka jeszcze chwilę i spędzi ten czas na powietrzu. Wiem, wiem pitolę farmazony, bo kiedyś i tak będą używały nowych technologii. W porządku, ale niech ich dzieciństwo biegnie torem bez tego całego postępu, na który będą miały całe, dorosłe życie.

 


Wiele się zmieniło. Upłynęło sporo lat odkąd byłem samozwańczym królem podwórka, wojownikiem ninja albo generałem czy Jamesem Bondem


 

Wspominam swoje dzieciństwo z pewnym smaczkiem, ale również pokorą i smutkiem zarazem. Dlaczego? Już Wam mówię. Wychowywałem się w latach dziewięćdziesiątych. Pamiętam, że pierwszy komputer rodzice kupili mi, gdy miałem 16 lub 17 lat. Obiecałem, że będę się pilnie uczył, ponieważ dostałem się do klasy informatycznej. Oczywiście nie wyszło, ponieważ szybko okazało się, że od matematyki wolę fraszki Kochanowskiego i wiersze Białoszewskiego. Z matematyki zwykle była gała albo jakaś miernota. Czasami trafiła się jakaś czwórka, gdy naprawdę musiałem się spiąć w sobie.

Wcześniej jednak nie wiedziałem tak naprawdę co to komputery. Oczywiście koledzy mieli Commodore, Amigę czy inne wynalazki. Byłem świadomy tego, że można w coś grać, gapiąc się w monitor. Nie miałem jednak pojęcia, bo w domu nie było niczego, prócz gier planszowych. No i później był Pegasus. Konsola tak niedorzeczna, że w tej chwili aż zabawna. Ok. Wracajmy jednak do sedna. Tematem gier oraz innych kultowych motywów zajmę się kiedy indziej.

Przed całym boomem technologią w moją świadomość, całymi dniami biegałem razem z bratem po podwórku. To ciekawe, że były rzeczy, które robiliśmy wiedząc przecież, że w domu czeka jakaś konsola. Nie wiem czy to tylko kwestia internetu i przerośniętej komunikacji zmieniła wszystko, ale tak właśnie było. Gry były fajne i w ogóle, ale zawsze mieliśmy coś ważniejszego do robienia. Później powstały społeczności i powiązania, dzięki którym przebywanie w samotności ze swoim komputerem, nie było tak pasjonujące. No i powstał Facebook…

Muszę przyznać, że pierwsze konto na fejsie usunąłem. Ktoś poprosił mnie o założenie, ale ponieważ każdy był na Naszej Klasie zapytałem: “fejsbuk? a co to jest w ogóle?”. Założyłem konto, rozejrzałem się z nudów i nie byłem pewien co ja tam robię, więc szybko stwierdziłem, że nikogo nie znam, poza tym nie podobała mi się ta pierwsza wersja Facebooka. Była nudna i bez wyrazu. Dlaczego o tym wszystkim piszę? ponieważ uświadomiłem sobie co się tak naprawdę stało. Jak bardzo postęp pozwolił mi na zatopienie się w świecie, który ucztuje na naszym pośpiechu.

Wiem, że bycie dzieckiem jest o wiele prostsze. Jako dziecko nie rozumiałem tak naprawdę upływającego czasu. Robiłem swoje, a czas płynął z boku. Czerpałem garściami, by iść spać i dalej kolejnego poranka po prostu robić swoje. Nie było specjalnych obowiązków. Była szkoła, a po szkole jakieś lekcje i na dwór albo odwrotnie, najpierw na dwór, a wieczorem odrabianie lekcji. W wakacje było jeszcze piękniej. Do niczego się nie spieszyliśmy. No może tylko na boisko, bo wiedzieliśmy z bratem, że jak nie przyjdziemy przed 8 rano na murawę, to mecze zaczną się bez nas i ciężko będzie później kogoś wygryźć, żeby sobie pograć.

Teraz wstaję rano ze świadomością, że czas jest taki przywiązany do mnie. Niczym na smyczy. Myśli krążą wokoło wielu nici, w które staram się nie zaplątać. Rodzina, dzieci, obowiązki, moje sprawy, inne sprawy, rachunki jakieś, planowanie tego czy tamtego. Wszystko krąży i przypomina tylko o sobie, nie dając zastanowić się nad tym, że obok siedzi dziecko, które podobnie jak ja kiedyś, czerpie garściami, bo nie liczy upływającego czasu i jedynym jego zmartwieniem jest to, że tata nie kupił lizaka albo, że musi przerwać zabawę, bo rodzice wołają na obiad albo do kąpieli wieczorem.

 


Jestem leniwy. Czuję pewien niesmak, gdy muszę iść gdzieś na nogach. Nawet blisko. Podziwiam moją żonę.


 

Ostatnio chorujemy. Żona nie mogła się dodzwonić do przychodni, więc zaproponowała żebym udał się osobiście i zarejestrował córki do lekarza. Czułem pewien niesmak wiedząc, że mogę zadzwonić. Jedynym argumentem, który mnie przekonał był fakt, że absolutnie nie można było się dodzwonić. Jedynym wyjściem było iść na nogach osobiście. Zrobiłem to i jak przewidywałem, natknąłem się na kolejkę długą do drzwi, w której podobnie jak i ja, stali rodzice, starsze osoby oraz inne, które pomyślały podobnie co ja i moja żona. Pewnie też się nie dodzwonili.

Moja żona ma inaczej i cały czas zastanawiam się jak to możliwe. Również jest cały czas online, ale lubi chodzić. Uwielbia wychodzić z domu i uciekać jak najdalej na spacery. Nawet do urzędów chętnie chodziła na nogach, a ja założyłem sobie profil zaufany i mogę wszystkie sprawy załatwiać online, bo mogę podpisać się elektronicznie profilem. Dwie różne postawy i dwa różne podejścia do sytuacji. Nie wiem czy to jest kwestia przyzwyczajeń, czy wyłącznie charakteru.

Obserwuje moje dzieci. Wyobrażam sobie ich przyszłość. Cieszę się, że ich życie jest pełne radości i zabawy. Nie potrzebują niczego, prócz swojej wyobraźni, bo nawet zabawki im nie są potrzebne, jeżeli odnajdą jakąś interesującą rzecz do zabawy. Przecież tak wiele jest ciekawych przedmiotów w domu. Wie o tym szczególnie Alicja, dla której nie jest ważne czy bierze do ręki gryzak czy zwykłą łyżkę. To i to jest fajne.

Zastanawiam się tylko jak będzie wyglądał ich świat, gdy dotkną już czasu, który będzie na nich wymuszał pewne obowiązki, znajomości i inne tego typu sprawy, wymagające bycia online. Najważniejsze jednak pytanie to kiedy to się stanie. Ja nie miałem możliwości spojrzenia w smartfon w wieku 1 roku czy dwóch, bo telefony komórkowe nie istniały. Nie mieliśmy nawet stacjonarnego telefonu. Czy możliwości, dzięki którym dzieci przyglądają się bajkom w telefonie i tablecie, wpłynie na ich lenistwo czy odwrotnie? Może przesyt nadmierną dostępnością będzie zbawienny i tak powszechny, że zainteresują się innym światem, bardziej namacalnym i zmysłowym. Tak wiele pytań. Tak wiele wątpliwości.

Mam nadzieję, że moje dzieci nigdy nie będą przeciążone systemem online.

Bardzo prosimy o ocenę

Wrzuć swoje zdanie

Drogi czytelniku, jeżeli podobał Ci się nasz wpis, oceń go lub zostaw komentarz. Jesteśmy wdzięczni za każdą Twoją obecność oraz aktywność na naszym blogu.

Sending
User Review
5 (2 votes)