Ten kto wymyślił urlop dla kobiet wyobrażał sobie pewnie, że dziecko samo się wychowa, obiad ugotuje, a mieszkanie się posprząta. Na urlopie powinniśmy podobno wypoczywać, a jednak tak nie jest


Definicja urlopu jest nadwyraz prosta i łatwa do zobrazowania. W ciągu całego roku pracujemy na niego swoimi osiągnięciami zawodowymi i skrupulatnym wykonywaniem swoich zadań w pracy. Marzymy o odpoczynku i dniach wolnych od obowiązków i całego zamieszania związanego z codzienną walką z czasem.

Urlop ma wyeliminować powyższe i ofiarować nam spokój i możliwość zapomnienia o wszystkim. Nie wszyscy jednak mają tak dobrze. Są zawody na świecie, które wymagają obecności 24 godziny na dobę, 7 dni w tygodniu, w każde święta, nie uwzględniając czasu na posiłki, toaletę, a już z pewnością nie na choroby. Wiecie o kim mówię, prawda? no cóż, nie da się ukryć, że to nie ojcowie.

 


Mama, mama ejże Ty


Urlop macierzyński nie jedną ma definicję, mówi się nawet, że kobiety na macierzyńskim, trudnią się pracą zarobkową, tworząc tak zwane handmade, dzieci w tym czasie śpią, nie świadome, że ich mama po całym dniu ogarniania domu i pieluch, zasiada do szycia lub innego typu relaksujących zajęć, które de facto nijak się mają do wypoczynkowego stylu życia.

Wiem, ponieważ moja żona w pewnym momencie również, dość poważnie, zainteresowała się tego typu “rozrywką” dla mam, które za mało energii tracą na codzienną walkę z domem, karmieniem i pieluchami. Ot taka rozrywka dla chętnych do pracy rączek. Autentycznie. Takie matki nie mają nigdy dosyć i nawet we śnie potrafią szturchnąć faceta w łóżku. Uwierzcie mi, wiem co mówię, ale o tym napiszę kiedy indziej.

Tak czy inaczej, matka to ciekawe zjawisko społeczne. Patrząc na moją żonę i jej początki macierzyństwa, podczas, jak najbardziej trafnie nazwanego okresu życia, jakim jest wypoczynek z nowo narodzonym dzieckiem, gotowaniem i sprzątaniem, nie mogłem się nadziwić, w jaki sposób jedna kobieta jest w stanie ogarnąć tyle rzeczy na raz. Zostając z dzieckiem od rana w domu, nie mam czasu na sprzątanie, gotowanie czy inne czynności, które w formie wypoczynku wykonywała moja żona. Było śniadanie, zabawa, więcej zabawy i obiad czasami kiedy się przypomniało dziecku, że czas coś zjeść bo jednak głód już puka do brzuszka. Bez kitu, kobieta pamięta o wszystkim. Czasami Ania powie mi kilka rzeczy na raz, a ja zrobię dwie lub trzy i już myślę o czym zapomniałem. Żony to encyklopedia wiedzy rzeczy tak zwanych z angielszczyzny: “to do”. Niby niewiele do zapamiętania, a czasami bez kartki na stole, myślę sobie: “Ej, a co ja miałem tak naprawdę zrobić?”. Czasami pranie, które wypierze się rano nabiera “mocy powieszeniowej” dopiero gdzieś w okolicach godziny czternastej. No cóż. Zabawa z dzieckiem potrafi zająć kilka dłuższych chwil.

Wiem co powiecie. Jestem tylko facetem. Ojciec zawsze ma nieogarnięty harmonogram zajęć domowych, nie przejmuje się porządkiem i tak dalej. Możliwe, ale jedno wiem na pewno, jestem ojcem i sprzątanie może poczekać, gdy akurat bawimy się w skakanie po ojca brzuchu w rytm piosenek dyskotekowych.

 


Drugie dziecko w drodze, a ja się zastanawiam


Szczerze? Myślę o tym cały czas. Wyobrażam sobie pewne scenariusze i bywa, że niepewność spływa na moje barki nie pozwalając nabrać pewności, że będzie wspaniale, a posiadanie drugiego dziecka będzie czymś niewyobrażalnie niesamowitym. Wybaczcie, nie zastanawiam się nad tym czy dobrze się stało, ale jak moja żona weźmie się do roboty, gdy ja będę w pracy. Ano tak, zapomniałem, że drugie dziecko to jeszcze więcej wspaniałego wypoczynku na urlopie. Przecież moja żona będzie wypoczywać, a nie wypacać ostatnie krople wody z organizmu.

Myślę nad tym czy jej oczy nadal będą takie piękne, czy może podkrążone i sine, niczym przebranie zombie na Halloween.

Zdaję sobie sprawę z tego, że obowiązki spłyną lawiną na barki mojej drugiej połówki, ale teraz powiedzcie mi, gdzie ten urlop, o którym była mowa? Może właśnie o to chodzi? Żeby kobiecie wmawiać, że zostając w domu z dzieckiem i harując od rana do wieczora, czasami bez odpoczynku, śniadania, ze zmianą nocną na żądanie, świetnie może się poczuć, będąc w domu ze swoją pociechą. Ale czad no nie?

 


Bo wychowanie dziecka to nie praca, to stan umysłu


Podchodząc do całego zagadnienia, jako swoistego wyłudzania litości i współczucia, matka nie pracuje, matka zajmuje się swoim dzieckiem. To takie piękne, cudowne i w ogóle naj… Nie opiekuje się czyimś dzieckiem, nie bawi obcego krasnala, ale swojego własnego. To nie praca, to wyłącznie naturalna rzecz. Zabawna definicja. Z jednej strony prawdziwa, ale z drugiej już nie bardzo. Jaka jest więc różnica między jednym i drugim? Ano taka, że nikt nam za wychowywanie swojego dziecka nie zapłaci, robimy to dla siebie, a szkoda bo podobno brakuje dobrych materiałów na porządnych obywateli, którzy nie uciekaliby za granicę po euro.

Może gdyby nasze kochane państwo pomyślało o dzieciach, jako inwestycji na przyszłość, żyłoby się matkom o wiele lepiej i więcej dzieci byłoby na świecie, a może przyrost naturalny pozwoliłby zarobić dla mnie na emeryturę, której de facto się nie spodziewam otrzymać od naszego wspaniałego rządu.

Ok. Miało być jednak o urlopie dla kobiet, a nie geriatrii. Przecież tak naprawdę wychowujemy obywateli. Zdaję sobie sprawę, że Państwo pomaga jak mu się wydaje, że najlepiej. Faktem jednak jest, że to rodzice, a w szczególności matka, znajduje się na pierwszej linii ognia, frontu, czy jak to sobie poprawnie nazwiemy. Od samego początku stoi murem za nowym obywatelem. Chroni go i pilnuje. Swoją pracę wykonuje sumiennie i rzetelnie. Nie wymaga dni wolnych ani odpoczynku, tryb swojego życia podporządkowując swojemu “nieokrzesanemu” pracodawcy.
Jakkolwiek byśmy nie widzieli jej roli, staje się instytucją, która współpracuje z rządem, chociaż nie na zasadach formalnych. Więc może dobrze byłoby pomyśleć nad tym, aby było im rzeczywiście lżej i trochę lepiej.

Oceń ten wpis
5

Podobało Ci się?

Jeżeli odnalazłeś w naszym wpisie ciekawe informacje, oceń nasze starania. Będziemy wdzięczni za Twoje zdanie.

Sending
User Review
5 (1 vote)