Postanowiliśmy dzisiaj z Aleksandrą spróbować swoich sił w próbowaniu siadania na nocnik


Zgodnie z postanowieniem, że jeżeli zrobi się dosyć gorąco, aby Aleksandra mogła biegać po domu na golasa, tato podejmie się kolejnego, karkołomnego wyzwania – posadzi dziecko na nocniku. Jak nam to wyszło? Elegancko. Trzy razy podłoga, raz kilka kropel do środka. Bilans ujemny, ale frajda, że dziecko usiadło – bezcenna.

PODEJSCIE nr. 1 Możliwe, że to za wcześnie, a może w sumie już za późno, tego w tej chwili już nie wiemy, ale dzisiaj nastał ten wielki dzień, kiedy Aleksandra została po raz pierwszy posadzona na tronie. Pierwsze próby niestety spłynęły obficie na podłogę i dziecko zastanawiało się co się stało, bo oto nagle coś poleciało luzem pod nogi. Mina: rogal na buzi zgodnie z prawem grawitacji i mała konsternacja. Krótkie spojrzenie na ojca, czy aby nie powie, że dziecko zrobiło coś źle. Widząc jednak mój uśmiech, w zasadzie słysząc głupkowaty rechot, Aleksandra chyba nabrała pewności siebie i z uśmiechem ominęła wielkim łukiem niebezpieczne i śliskie miejsce, które pojawiło się na kafelkach w kuchni, niosąc zagrożenie poślizgnięcia się i upadku na pupę.

PODEJSCIE nr. 2 Za drugim podejściem podobnie, ale tym razem byłem bezbronny, z obiema rękoma zajętymi, niestety nie zdążyłem, bo akurat robiłem mleko na drugie śniadanie i hop i bęc, ojciec nie panuje nad sytuacją. Przydałby się lepszy refleks i więcej rąk chyba, żeby można było robić więcej czynności na raz.

PODEJSCIE nr. 3 Ostatni raz był bardziej kreatywny i podszedłem do tematu zdeterminowany. Szykowałem się do ataku, trzymając nocnik w ręku. Weszliśmy oboje do łazienki, puściłem wodę na maksa i czekałem, czekałem. Ola patrzyła, niczym zahipnotyzowana na wodospad kropel płynących ciurkiem z kranu. Sądziłem, że to osłabi jej siłę woli. Z nocnikiem przygotowanym do szarży na ten niezdobyty bastion, wyczekiwałem cierpliwie. Minuty płynęły nieubłaganie. Do końca tego pojedynku było czasu tyle, ile pęcherz wytrzyma, czyli nie było wiadomo. Zacząłem szeptać małej do ucha: “siu-siu-siu-siu-siu-siu”, nie było reakcji.

Tkwiliśmy przez chwilę wpatrzeni w siebie. Ola zaczęła szukać czegoś do zabawy. Sadzałem ją kilkakrotnie, ale wstawała znudzona, bo ile można siedzieć na czymś czego nie da się wziąć do buzi lub pobawić się tym. Odwróciłem się więc na chwilę, żeby podnieść jakąś zabawkę z wanny. To był wielki błąd, Aleksandra wykorzystała chwilę nieuwagi, moment zamyślenia i bach, z uśmiechem na buzi ulżyła sobie, zostawiając w moich ustach niesmak gorzkiej i sromotnej porażki.

Tak więc wynik końcowy: TATA – OLA 0:3

 


Zasłyszane, przeczytane w internecie mądrości o sadzaniu na nocniku.


Żona kiedyś uświadamiała mnie, że przyjdzie w końcu ten dzień, że ktoś będzie musiał nauczyć małą robić swoje bez pampka. Zaoszczędziłoby nam to pewnego rodzaju wydatków, oczywiście tylko po to by pokryć jakieś nowe. Ale zawsze to jakaś oszczędność. Nie mieliśmy zamiaru się spieszyć, więc wyszło jak wyszło. Dzisiaj postanowiłem spróbować, chociażby dla tego, że pogoda sprzyjała. Jest tak gorąco, że aż żal dziecko ubierać w cokolwiek, więc Ola latała od rana w samym pampku lub bez niego, zadowolona, że nie ma nic na sobie, więc beztrosko pląsała po całym domu.

Podobno mądrością jest sadzanie dziecka gdy po przespanej nocy pielucha zostaje sucha. Wtedy wiadomo, że dziecko potrafi już trzymać swoje i nie narobi przez przypadek, podczas snu w łóżeczko. Ostatecznie zdecydowaliśmy się chyba wcześniej, bo Ola póki co jeszcze nie potrafi trzymać przez sen i zdarza jej się narobić w pieluchę w nocy. W każdym razie dzisiaj próbowaliśmy. Nikt mi nie powie, że nie chciałem, bo byłbym wniebowzięty, gdyby wszystko poszło tak, jak człowiek sobie wymarzy, ale jeszcze potrenujemy. Będą z niej ludzie.

Oceń ten wpis

Podobało Ci się?

Jeżeli odnalazłeś w naszym wpisie ciekawe informacje, oceń nasze starania. Będziemy wdzięczni za Twoje zdanie.

Sending
User Review
5 (1 vote)