Niech nikt nie mówi Wam, co macie robić


 

Presja otoczenia to najgorsze, co może się przytrafić rodzicom. To ona wpływa na zachowanie, które mimo usilnych starań, będzie wprowadzało chaos w myśleniu i zaburzało wewnętrzny głos wychowawczy, a na koniec sprowadzi na rodziców życie w pełnych sprzecznościach i popadaniu z jednej skrajności w drugą. Jeżeli u Was wychowywanie dziecka wygląda w ten właśnie sposób, powiedźcie w końcu STOP!

Dlaczego? bo gdy Wam coś nie wychodzi lub przez przypadek dziecku się coś stanie, to Wy dostaniecie największe baty od otoczenia, które okazyjnie próbowało Wam wmówić, że oni wiedzą lepiej i to co dają Waszemu dziecku jest super i najlepsze. A ja mówię gówno prawda. Inni ludzie nie wezmą odpowiedzialności za efekty uboczne ich złotych rad. To nam będzie dane się zmierzyć z ewentualnymi przeciwnościami losu, a ludzie którzy Wam tak ochoczo doradzali schowają głowę w piasek i nie odezwą się ani słowa.

Wasze dziecko i Wasza rola rodzica, to czas i okres, który został Wam dany po to, abyście wychowywali swoją pociechę tak, jak uważacie to za słuszne i prawdziwe. Możecie zaciągać rad, czytać, słuchać, uczyć się pewnych zdrowych zachowań wobec swojego dziecka, ale nie dajcie się zwariować przez dziadków, ciocie i wujków, którzy uważają, że tak jak oni robią, tak jest super. To rodzice określają w jaki sposób i co może ich dziecko, a co nie. Innym guzik do tego.

Mam jednak pewną uwagę, którą muszę wtrącić. Nie lubię gdy ktoś się wtrąca w moje wychowanie dzieci, ale jeżeli ktokolwiek sprawi, że przyznam mu rację, to z chęcią postąpię zgodnie z jego radą, bo co innego jest, gdy ktoś mi powie jedz frytki i czipsy, a co innego, gdy inna osoba da mi do zrozumienia, że moje dziecko będzie chętnie jadło owoce i warzywa, gdy uświadomię sobie, że frytki, czipsy i czekolada nie jest mu wcale do życia potrzebne. Dlaczego o tym piszę? ponieważ warto jest pomyśleć nad tym, co mówią inni i samemu decydować czy jest to dobre dla naszego dziecka, czy nie. Bo jeżeli stwierdzimy, że nie, a ktoś machnie ręką mówiąc: “daj spokój, przecież nic jej/jemu nie będzie” i pójdzie sobie dalej w świat, to od Ciebie zależy czy posłuchasz rady, czy nie.

 


Dziecko to nie królik doświadczalny. Zdrowie przede wszystkim


 

Nie rozumiem ludzi. Nie rozumiem również rodziców, którzy mając dzieci, wolą ogarniać ich wychowywanie po najmniejszej linii oporu. Dziecko to przede wszystkim rozwijający się, młody organizm. Nie będzie wiedziało co jest smaczne, a co nie, co jest zdrowe lub niezdrowe, póki nie dostanie tego od swoich rodziców. Słyszałem czasami głosy lub czytałem wypowiedzi typu: “bo on/ona to lubi”, “bo nie chce jeść nic innego. Tylko to jemu/jej smakuje”, albo moje ulubione: “bo on/ona chce jeść tylko frytki”. Zdarzało mi się również mieć do czynienia z kłamczuchami udającymi, że dziecko nie ma ochoty jeść mimo, że dostaje zdrowe jedzenie, a moja żona czy ja widzimy często, jak ich dziecko między posiłkami dostaje masę cukru: batony, danonki, kinderki oraz inne przekąski. Są też osoby, które tłumaczą, że domowe frytki są o wiele zdrowsze od tych z Maka i czemu nie podawać ich dziecku? a później zastanawiają się czemu tylko to smakuje ich pociesze. No po prostu kabaret.

Wtedy zastanawiam się kto tak naprawdę jest dorosły w relacjach z dzieckiem. No tak, nie lubi niczego innego albo nie chce jeść Ci nic innego bo jak? skoro wpychasz w dziecko frytki albo słodkie jajka niespodzianki z czekolady. To jak to dziecko ma znać coś innego, skoro dostaje od rodziców albo dziadków czy wujków taki szajs. Przecież Twoje dwu, trzy, czteroletnie dziecko nie pójdzie sobie samo do sklepu i nie kupi tego, czego dusza zapragnie więc puknij się w głowę, bo mówiąc takie pierdoły zaśmiecasz wszystkim dookoła głowy, tak jak swoje dziecko kijowym żarciem. Pomyśl przez chwilę, czy jeżeli nie pokażesz swojej córce czy synkowi co to jest kinder niespodzianka, to od urodzenia zamiast powiedzieć mama albo tata, powie daj kinderka?

 


Apetizoraki i inne pierdoły, a wystarczyło dziecko karmić normalnie


 

Gdy widzę reklamę tych popularnych pseudoleków na apetyt u dzieci, to ogarnia mnie już nie tyle złość, co rozbawienie. Po pierwsze dlatego, że producent zaciera ręce i robi na Was niezły hajs, a po drugie dlatego, że gdyby rodzice tego nie kupowali, to producent nie wydawałby kilkudziesięciu tysięcy na jedną reklamę po to, żeby promować coś, co się nie sprzedaje.

Leki te z założenia i treści reklamy, są przeznaczone dla dzieci uzależnionych przez rodziców od czipsów i frytek tak bardzo, że muszą dostać jakiś lek, żeby zjadły coś innego. Brawo Wy. Poza tym mają one wpłynąć pozytywnie na apetyt dziecka. Co ciekawe stosowanie takich leków nie kończy się zwykle na jednej buteleczce i najczęściej dziecku nie pomoże w widoczny sposób, bo czymże jest ziemniak gotowany na sucho z grillowaną piersią z kurczaka dla dwulatka, w porównaniu z grubą warstwą frytek z Maka?

Kochani zapamiętajcie, że dopóki sami nie dacie dziecku żreć szajsu, ono samo go jeść nie będzie, bo nie pozna niczego, czego sami dziecku nie dacie do zjedzenia, Nawet chodzące dziecko do żłobka, nie będzie jadło nic niezdrowego, chociażby dlatego, że obecnie wymogi są takie a nie inne, że jadłospisy dla maluchów są specjalnie przygotowywane tak, aby dzieci nie jadły szitów.

 


Żywienie żywieniem, ale co jeszcze fajnego


 

Mój ulubiony temat – chowanie szlachciców i szlachcianki, czyli róbta co chceta, jedzta co zobaczyta, a my Was powozimy, ponosimy aż się zesramy w imię świętego spokoju. Ok, może na początek przykład. Nasza starsza córka ma spacerówkę. Jak każda rodzina czteroosobowa posiadamy dwa wózki. Aleksandra póki nie zaczęła siedzieć stabilnie, siedziała w gondoli, chyba jak każde dziecko. Później przesiedliśmy ją w spacerówkę, bo w zasadzie lepiej było ją wozić podczas wyjazdów. Precyzując słowo wozić, miałem na myśli czas na spacerze, który był jej czasem na spanie. Gdy jechaliśmy w góry, wózek był zbędny, bo posiadamy nosidło i chusty, a noszenie ze sobą wózka nie sprawiało mi żadnej radości.

Obecnie w spacerówce przebywa młodsza córka z racji tego, że już stabilnie sobie siedzi i powoli zaczyna stawiać pierwsze kroki, a duży wózek wyciągamy tylko awaryjnie, gdy naprawdę jest taka potrzeba. Nasze dzieci nie są uczone, że wózek jest jedynym rozwiązaniem, a właściwie tylko narzędziem do tego, aby się wyspać w czasie, gdy chodziliśmy w czasie dziennej drzemki. W tej chwili Aleksandra raz zaśnie, a raz nie. Nie ma więc potrzeby targać dwóch wózków. Poza tym mama ma zawsze pod ręką chustę albo nosidło dla młodszej.

Dlaczego o tym piszę? Z prostej przyczyny. Dziecko to nie żubr ani dinozaur, któremu grozi wyginięcie, ale nie tylko dlatego. Wyobraźcie sobie swoje dziecko, które zamiast biegać jak inne dzieciaki, siedzi w wózku lub jest noszone. Inne dzieci biegają, wypalają kalorie i wszystko to, co zjadły. Po kilku godzinach są głodne, bo brakuje im kalorii. W międzyczasie zjedzą owoce lub coś innego, ale główne danie zawsze będzie czekało na nie jako solidny posiłek regeneracyjny.

I teraz drugi przykład: Wasze dziecko siedzi ociężałe, bez energii. Metabolizm takiego dziecka zwalnia, bo organizm automatycznie przystosowuje się do trybu, jaki prowadzi jego żywiciel. Uwierzcie wiem coś o tym. Niestety dzieci są leniwe, a do tego nie mają tyle siły co my, więc najprostsze rozwiązania są dla nich zwykle najlepsze. Lepszym rozwiązaniem byłoby gdyby tata nosił stale na barana lub na rękach, ewentualnie nosił wózek ze sobą na barana. Najlepszym jednak rozwiązaniem byłby samochodzik albo motorek na baterie, dzięki któremu dziecko nie musi robić nic, tylko siedzieć i wciskać pedał gazu. No rewelacja.

Co się dzieje wtedy z Waszym dzieckiem? Chwilę pochodzi lub pobiega i szybko się męczy. Nie jest nauczone, że skoro ma nóżki, to powinno na nich chodzić lub biegać jak inne dzieci. Woli siedzieć w wózku lub chce co chwilę być noszone. Znacie ten temat? Mam nadzieję, że nie. Dlaczego o tym wspominam? Tylko dlatego, żebyśmy uświadomili sobie, że nadopiekuńczość nie jest niczym zdrowym dla dziecka. To my jako rodzice kaleczymy naszą pociechę przedstawiając mu beznadziejne wzorce, ale przede wszystkim robimy szkodę jego organizmowi, który powinien się rozwijać, a nie stawać się workiem na tłuszcze i inne śmieci.

Jest to tylko ekstremalna wersja wydarzeń, jednak każdy z nas może doprowadzić do takiej sytuacji, a dziecko po prostu będzie marudne, ociężałe i bez życia. Chcecie wychowywać właśnie w ten sposób swoje dzieci?

 


Jedzmy zdrowo, aktywnie spędzajmy czas


 

Dziecko uczone od samego początku swojego istnienia prawidłowych wzorców, jest aktywne i chętnie zjada to, co dostaje. Są pewne wyjątki od tej reguły, jak wszędzie. Jednak w przypadkach ekstremalnych nikt o zdrowych zmysłach nie będzie tuczył dziecka śmieciami tylko dlatego, że nie chce zjeść. To jest chyba największy problem i nasz błąd. Uczenie dziecka, że rodzic pójdzie zawsze na łatwiznę.

Co jest podyktowane takim zachowaniem rodziców? Próba ugrania dla siebie świętego spokoju, nakarmienia dziecka, spowodowanie, że płaczący maluch będzie spokojny. Jak kończą się zwykle takie historie? Dziecko wcina wszystko co zawiera masę cukru, oglądając bajki przed telewizorem albo tabletem. Niech popłacze. Żadne dziecko nie umarło od tego, że trochę popłakało. Poza tym dzieci uwielbiają stosować szantaż emocjonalny. To najmocniej i najsilniej zakorzeniona metoda dzieci, którą szlifują odkąd zaczynają rozumieć, że mogą w ten sposób coś dla siebie ugrać.

Ponadto powinniśmy tłumaczyć dziecku wszystko dokładnie i powtarzać mu tyle ile będzie trzeba. Rozmawiajmy z dzieciakami. To nie jego wina, że nie chce nas słuchać. Nie ma zamiaru w ogóle przejmować się tym, co do niego mówimy. To nasza wina, bo niedostatecznie przywiązujemy do tego uwagi. Wiem o czym mówię, bo moje córki choć nie są duże, to o uwagę potrafią zawalczyć często bardzo głośno i robią to w różny sposób. Szczególnie starsza. Wiem jak trudno jest się przemóc. Zdaję sobie sprawę, że nikt tak jak dziecko nie wyprowadzi nas z równowagi. Nasze pociechy są mistrzami w tworzeniu problemów. Nawet nieświadomie.

Nie możemy jednak zapominać o tym, i powiem to, co mówię sobie. To My jesteśmy przewodnikami. My jesteśmy winni tego czy innego zachowania dziecka. Ono jest niedojrzałe, kieruje się instynktem. Nie ma cierpliwości, a jego problemy są adekwatne do jego wieku. Więc skoro dla nas problemem do płaczu byłaby złamana ręka, dla dziecka będzie to drobnostka, cokolwiek. Zgubiona zabawka czy to, że w butelce skończyło się picie.

Moja córka potrafiła zapłakać, że wypadł jej kwiatek z ręki. Zeskoczyła z ławki nagle, ubrudziła się, bułka którą jadła właśnie poszła do piachu, a picie się rozlało, ale kwiatek został uratowany i podniesiony z ziemi. Nie ważne, że ubrania nadają się tylko do tego, żeby wpakować je do pralki. Ot cała problematyczna historia.

 


Nie wolno dać za wygraną. Dziecko to wykorzysta


 

Relacje dziecka z rodzicami zwykle sprowadzają się do dwóch rzeczy: ugranie przez dziecko emocjonalnym szantażem i płaczem czegoś, co akurat w danej chwili chce, a po drugiej stronie kupienie przez rodziców świętego spokoju podczas wychowywania swojej pociechy. Są dwie drogi – bardzo łatwa i bardzo trudna.

Bardzo łatwa droga, to pozwolenie dziecku na zrobienie z siebie idioty, jucznego muła, czarodzieja, złotej rybki, osła i męczennika. Bardzo trudna droga to bycie rodzicem, który wie, że w relacjach z dzieckiem to on jest dorosłym, nauczycielem i przewodnikiem, a nie odwrotnie. Wie, że na pewne kompromisy nie może sobie pozwolić, a czasem zwyczajnie dziecku zabronić z pełną świadomością i stanowczością, ale przede wszystkim z konsekwencją.

Bycie rodzicem, to ciężka praca. Bycie rodzicem, to poważnie myśleć o swoich dzieciach. Bycie rodzicem to olewanie wszystkich z boku. Bycie rodzicem, to słuchanie, wyciąganie wniosków i pełna świadomość tego, kim jest dziecko. Świadomości, że to mały człowiek, który sam się niczego nie nauczy, a jedynym prawowitym nauczycielem jest ojciec i matka. To Wy jesteście odpowiedzialni za prawidłowy rozwój Waszych pociech. Decydujecie do pewnego wieku praktycznie o wszystkim, co dotyczy Waszego dziecka. Wy również macie świadomość tego, jak codziennie się ono odżywia, ile czasu spędza na dworze z rówieśnikami oraz kiedy wstaje, je śniadanie czy idzie spać. Nikt inny nie ma prawa się wtrącać i mówić Wam co macie robić, ale jeżeli podjęliście się tego, aby kroczyć ścieżką rodzicielstwa, nie zachowujcie się tak, jakbyście to Wy potrzebowali opieki…

Podobał Ci się ten wpis?

Prosimy o ocenę

Cześć mamy i taty. Jeżeli podobał Wam się nasz wpis, oceńcie go lub zostawcie swój komentarz. Wszystkie aktywności z Waszej strony są mile widziane, a wszelkie uwagi naprawdę nam pomogą w jeszcze lepszym prowadzeniu bloga. Dzięki z góry.

Sending
User Review
5 (1 vote)