Rok 2015 odfrunął do lamusa. Rozpoczął się nowy 2016 rok i mamy nadzieję, że o wiele lepszy


 

Witajcie w nowym roku. Dawno nie pisałem i jestem z tego powodu naprawdę smutny. Jak podają statystyki, byłem z Wami ostatnio 23 października i to tylko na chwilę – aby wrzucić wpis na bloga. Fanpage żyje swoim życiem i mam nadzieję, że dalej tak będzie, bo jest nas naprawdę sporo.

Nie spodziewałem się, że przedsięwzięcie powstania bloga tata i dziecko, odbije się jakimś większym echem, bo w zasadzie pisałem dla siebie, o sobie i dla tych wszystkich, którzy ewentualnie trafią tutaj i coś przeczytają.

Bardzo się cieszę, że nasza inicjatywa Wam się spodobała i jesteście razem z nami. Dzisiaj króciutko, tematem wstępu na nowy roku chciałbym przede wszystkim podziękować Wam za gorące wsparcie, słowa otuchy i wszystkie komentarze, jakie do tej pory pisaliście na fanpage i blogu.

Dziękuję Wam również, że każdego dnia wspieracie naszego fanpage. Jest nas ponad 900 osób. Nie wiem ile osób ogląda fanpage, ale wiem, że bloga już trochę osób przegląda.

 


Co Was czeka w nowym roku?


 

Jak zapewne mogliście zauważyć lub też nie, blog troszkę się zmienił, a wraz z nim zmieni się jego charakter. Przede wszystkim będziemy więcej pisali i to mogę Wam szczerze obiecać. Czekają nas wielkie zmiany. Aleksandra ma już 2,5 roku i wie czym chce się dokładnie bawić, a co jest zupełnie niefajne.

Alicja wkrótce skończy 6 miesięcy, i chociaż nie jest wybredna, to już zaczyna wybierać zabawki pod względem ich interakcji z jej osobą. Wybiera wszystko co mówi, pika i co można włączyć jednym palnięciem zamaszystym dłoni lub buzią.

Jak wiecie dzieci w tym wieku doczekują się nowych zębów, stąd wszystko co znajdzie się w zasięgu ich rączek, trafia od razu do buzi. Aleksandra już swoje zabawki pogryzła dawno temu, więc teraz potrafi niszczyć je w inny sposób.

Po prostu rozkładając je na czynniki pierwsze, bo zawsze jest ciekawa co może znajdować się w środku. Czasami wygląda jak mały sadysta, znęcający się nad biednymi lalkami i ludzikami, ale koniec końców może wyrośnie mi w domu chirurg. W najgorszym wypadku proktolog…

Alicja jak to dziecko przed swoim półroczem, nie wykazuje jeszcze żadnych predyspozycji zawodowych. Nie licząc oczywiście umiejętności aktorskich w dziedzinie dramaturgio i tragediologii albowiem trafił nam się mały terrorysta, który bez mamusi nie umie funkcjonować. Jej sama obecność nie pomaga, musi być na mamusi rękach, bo inaczej jest dramat i tragikomedia…

Ok, ale miało być o zmianach i o blogu, a ja znów o dzieciach. No cóż. Rodzice już tak mają. Idą na wódkę i opowiadają znajomym o zdrowej kupce, chrupiąc przy tym kolejny, wypity kieliszek ogóreczkiem lub śledzikiem, aż do czasu gdy znajomy mówi: “Stary ja już chyba wymiękam”… i wcale nie chodzi mu o to, że nie może więcej wypić, ale nie chce nam zrobić przykrości…

No więc co Was czeka w nowym roku? Na pewno świeża dawna tragikomedii i humoru z klasą równą moim dzieciom, czyli ogólnie zupełnie niedojrzała. Przetrawicie to albo powiecie to samo co znajomi przy wódce zniesmaczeni opowieścią o gródkach w żółtej kupce naszego dziecka – dodam zdrowej kupce… what ever…

 


Jeszcze coś napiszę, bo zasługujecie na to moi drodzy


 

Uwielbiam Was. Naprawdę. Jesteście dla mnie motorem napędowym. Nie mówię, że jedynym, bo moje dzieci dają mi codziennie kopa w dupę i pokazują, że jeżeli ktoś Cię może tak naprawdę wyprowadzić z równowagi… a raczej porządnie wkurwić, to tylko one. Nikt tak jak dziecko nie potrafi wzbudzać, w tak szybkim czasie i zamiennie, skrajnych emocji.

Nie czarujmy się, rodzic to nie robot na baterię i pilota, tylko człowiek i guru cierpliwości to my nie jesteśmy, więc nie ma co się dziwić, że czasami mamy ochotę nasze pociechy rozszarpać na kawałki i to gołymi rękami, by w następnej chwili utulić z uczuciem do snu. Tak o po prostu.

Nie wiem jak jest u Was. Mogę się jedynie domyślać czy jesteście wspomnianymi guru i radzicie sobie z każdą sytuacją stresową jak mistrz Yoda ze swoim Padawanem, czy jednak bywa też tak, że tracicie zupełnie siłę i chcielibyście powiedzieć: “pierdolę nie robię”…

Szybko jednak okazuje się, że robota jest za darmo, wyjść z domu nie można, bo gotują się ziemniaki na obiad, a jak się nawet chciało wyjść, to szybko dochodzi się do wniosku, że i tak nic z tego nie będzie, bo dzieci muszą coś zjeść, wyjść na spacer lub iść spać i tak dalej. Zdroworozsądkowość zwykle wygrywa z naszym samolubnym ego. No tak.

No to jak to jest u Was? Napiszcie do nas. Jestem ciekawy Waszych opinii i opowieści, bo co dziecko, to inna historia życia… See yaaa i do zobaczenia już niedługo…

Prosimy o ocenę...

Oceń nas

Drogi czytelniku, jeżeli podobał Ci się nasz wpis i chciałbym go ocenić lub zostawić nam jakąś wiadomość, zrób to… Możesz podarować nam gwiazdkę lub napisać komentarz pod tym wpisem.

Sending
User Review
5 (2 votes)