“Tablety w dłoń” – Już niedługo w szkołach, zamiast zeszytów, nauczyciel rzuci, podobnym do tego, hasłem przewodnim. W końcu po co kajeciki w plecaku dziecka?


Szybkimi krokami, nieubłaganie, Aleksandra dorasta. Coraz częściej spogląda bystrym okiem w zapalony telewizor. Z coraz większą uwagą zaczyna przyglądać się programom oraz reklamom, które niczym z fabryki nieograniczonego przesytu, ściągają do naszych domów, tylko po to, żeby mamić nas i nasze rodziny. Zewsząd docierają do nas informacje i obrazy, na temat tego co kupić, gdzie kupić, za ile, i jakie to jest opłacalne w tym, a w tym miejscu. Nadmiar owych wiadomości jest tak ogromny, że czasami myślę, jak spostrzegawczym trzeba być, aby ogarnąć w szybkim tempie wszystkie przekazy. Niejednokrotnie myślę sobie, ile trzeba byłoby mieć czasu i pieniędzy, aby nadążyć za przekazywanym, przez te wszystkie firmy, trendem zakupowym i być na bieżąco.
Zacznijmy jednak od kilku słów wstępu, bo oto uderzyło we mnie pewne przemyślenie, które musiałem zamieścić na blogu.

Siedzimy sobie pewnego razu spokojnie, w pokoju, na kanapie, oglądając urywki reklam i programów telewizyjnych. Przełączając programy w telewizorze, zwróciłem uwagę na pewne historie, następujące jedna po drugiej. Zamyśliwszy się na chwilę, spojrzałem na Aleksandrę, beztrosko bawiącą się klockami. Wyobraziłem sobie moment, w którym skończy kilka lat. Będziemy żyli w świecie, gdzie 4 rdzenie procesora, w telefonie komórkowym to stare dzieje, a 2 GB pamięci ram, to już nie standard, a przeżytek. A tablety? No właśnie. Tablety zastąpią książki i zabawki dla dzieci?

Zauważyłem pewien powtarzający się schemat. Aleksandra, jako coraz bardziej spostrzegawczy, mały człowiek, obserwuje moje i żony nawyki. Należą do nich również rozmowy telefoniczne i pisanie wiadomości, przy użyciu różnych komunikatorów. Do tego dochodzą rozmowy video, które pod nadzorem mamy Aleksandra odbywa z dziadkami.
Nie mam nic przeciwko współczesności. Uwielbiam nowe technologie, komputery, tablety i smartfony. Nie mam nic przeciwko kontrolowanemu użytkowaniu przez dzieci takich urządzeń, ale gdy widzę czasami to co wyczyniają niektórzy rodzice, to aż mnie krew zalewa i zastanawiam się, jak to możliwe, że tak szybko zapomnieli, że za naszych czasów nie było nawet komputerów, a co dopiero mówić o telefonach, a teraz? Pełen luz. Dzieci ze smartfonami stoją i grają w gry. Siedzą na tabletach, a co najgorsze, przeglądają internet jakby nigdy nic. No i oczywiście wszędzie tylko reklamy tego lub tamtego. Oferty coraz to nowszych wersji produktu. To naprawdę niepokojące.

 


Reklamy potęgują chęć sięgnięcia po coś


Co do samych historii i reklamówek z telewizji, to oprawa podobna. Wszędobylski klimat rodzinny. Atrakcyjny produkt. Szukamy zabaw i sposobów zajęcia czymś fajnym naszych pociech. I co? Jak to co? Najlepszą zabawką dla naszego malucha będzie oczywiście tablet pewnej, renomowanej marki. Jest taki smukły, że zmieści się w ręce przedszkolaka. Wyświetlacz ma tak żywy kontrast, że odzwierciedli naszemu dziecku rzeczywistość w takim stopniu, że nie będzie chciało opuszczać wirtualnego świata. A kto może naszemu dziecku w tym pomóc? Oczywiście pakiet startowy dla dzieci od pewnego operatora telefonii komórkowej, który oferuje mega internet w telefonie, mały i poręczny smartfon na start oraz inne, mało ważne dodatki świąteczne… byle przyciągnąć jak najwięcej klientów do sklepu i sprzedać jak najwięcej umów abonamentowych. To przykre, ale prawdziwe. Jeżeli chodzi o marketing i sprzedaż to wszystko nieubłaganie sprowadza się do jednego – jak największego zysku, ale czy aby na pewno tylko do tego? Niestety nie.

Sprzedaż zazwyczaj prowadzi do narzucania, potencjalnym klientom, marzeń. Doprowadza to do tego, że produkt, którego nie chcemy, może się znaleźć w naszym koszyku zakupów, tylko dlatego, że widzieliśmy gdzieś reklamę lub akurat jest w promocji. Zazwyczaj oba bodźce występują wspólnie. Jak to wpływa na nas? Zdroworozsądkowo odrzucamy pokazywaną nam treść reklamy i warzymy koszty i zyski zakupu takiego produktu. Czyli zwyczajnie sprawdzamy czy nas na niego stać. Inaczej sprawa wygląda, jeżeli chodzi o dzieci. No właśnie – dzieci. Jeżeli mielibyśmy mówić o ich specyficznym postrzeganiu rzeczywistości to przypomina prostą drogę, bez zakrętów, na której co krok kryje się miła niespodzianka lub prezent wyłącznie dla nich z wielkim hasłem: “BIERZ MNIE W SWOJE RĄCZKI, JESTEM DLA CIEBIE!!!”.

Nigdy nie spotkamy się ze zdroworozsądkowym myśleniem u dzieci. One po prostu chcą mieć to co im się spodoba. Nie ważne za jaką cenę. Istotne by dostać to, czego akurat pragną.

 


I tak oto moja skrzywiona wyobraźnia, nasunęła mi pewne wyobrażenie nie tak odległej przyszłości


– Oli, czemu siedzisz w domu? Taka ładna pogoda jest na dworze. Nie idziesz się bawić z Kasią?
– Nie.
– Może pójdziemy na spacer?
– Nie chce mi się wychodzić. A Ty też jesteś w domu.
– To prawda, dlatego zaproponowałem Ci spacer.
– A nie mogę pograć na komórce? Taka fajna gra jest co się zjada cukierki i dostaje się punkty i bonusy. I można grać z kimś przez internet.
– A Kasi nie ma w domu? Przecież zawsze się bawiłyście, jak była ładna pogoda?
– Nie…
– Dlaczego? Coś się stało?
– Nic.
– Na pewno? Może do niej zadzwonisz?
– Nie chce.
– A powiesz mi co się stało?
– Nic.
– Aha. Pewnie Kasi nie ma w domu, tak?
– Jest.
– Jest zajęta? Pewnie pomaga rodzicom?
– Nie.
– Aha, to pewnie odrabia lekcje?
– Nie.
– To może zaprosimy Kasię do nas do domu. Chcesz?
– Nie!
– A wiesz co Kasia robi teraz w domu?
– Tak.
– A możesz mi powiedzieć?
– Gra w gry. Sama.
– Jesteście przyjaciółkami, czemu Kasia nie chce z Tobą pograć?
– Kasia dostała nowego tableta od taty. Nie chce się ze mną już bawić.
– Ale dlaczego? Przecież się lubicie.
– No, ale teraz ma tableta, a ja nie mam.
– A bez tableta nie możecie się pobawić?
– Nie wiem. Kasia nie chce się bawić bo ma fajne gry.
– I gra cały czas na tym tablecie, tak?
– Tak. I wszystkie dzieci ją lubią bo czasami przynosi go do szkoły i pozwala popatrzeć jak gra.
– A pozwala komuś pograć na tym tablecie?
– No co Ty tato. Nikt nie może go dotknąć nawet.
– To dlaczego dzieci ją lubią, skoro nikt nie może pograć na Kasi tablecie? To głupie.
– Nie wiem. Ja nie chcę, żeby miała tego tableta!
– Aha. A co jeszcze może robić na tym tablecie?
– Może sobie bajki oglądać, nawet przy stole w kuchni.
– Ale przecież przy stole się je, a nie ogląda bajki.
– No wiem, ale jej rodzice nic nie mówią.
– Jak chcesz to możemy puścić jakąś bajkę. Chcesz?
– Nie wiem. Chyba nie.
– A na co masz ochotę?
– Nie wiem. Na nic.
– Smutno Ci, że Kasia się z Tobą nie bawi?
– Tak…
– To może ja zadzwonię do Kasi rodziców i poproszę, żeby zapytali Kasię, czy nie chciałaby przyjść do nas się pobawić?
– Jak chcesz… Mogę iść na komputer?
– Może później pójdziemy razem i posiedzimy na komputerze, a teraz poczytamy książkę co?
– Na komputerze też możemy poczytać książkę. Książki są nudne.
– A wiesz, że od komputera się wzrok psuje? Widzisz? Ja noszę okulary bo za dużo siedziałem na komputerze i teraz mam słaby wzrok.
– Ale ja mam dobry. Mogę? Tylko na trochę.
– A co chcesz robić na komputerze?
– Nie wiem. Grać? A kupisz mi tableta? Kasia wtedy się ze mną pobawi.
– Nie jesteś jeszcze na to za mała?
– A Kasia ma i nie jest za mała. Nic nie rozumiesz.
– Czego nie rozumiem myszko?
– Wszyscy mówią, że tata Kasi jest fajny i kupi jej co chce.
– A kupi jej nową przyjaciółkę też?…

cdn…

W tej chwili moja ocena sytuacji natrafiła na pewne dno wyobrażeń dzieci, które oceniają świat na zasadzie “tu i teraz”. Kwestia punktowania przez nie swoich rodziców i ich roli w rozwoju relacji interpersonalnych z rówieśnikami opiera się na relacji rodzic – sklep – kupujemy coś fajnego. Koniecznością dla przyznania pozytywnych punktów było stworzenie złudzenia prawdziwego rodzicielstwa poprzez wypychanie, niczym zwierząt, swoich pociech nowinkami technologicznymi oraz najdroższymi zabawkami, tylko po to, żeby inne dzieci czuły się gorsze, niekochane i porzucone bo akurat rodzice zajmujący im należne miejsce w procesie wychowawczym, dbają o to, żeby ich maluchy używały własnej kreatywności i wyobraźni, a nie tępo wpatrywały się w urządzenia elektroniczne.

 


Moja wyobraźnia a autentyczna rzeczywistość


Jako, że nieczęsto ścinam włosy i zazwyczaj golę się również rzadko, zostałem w końcu wysłany przez żonę do fryzjera, z którym de facto ktoś mógłby powiedzieć, że się pokłóciłem. Tak nie jest, jednak ciężko mi się wybrać, żeby pozbyć się moich nielicznych kłaków, które z roku na rok rzednieją i stają się czymś w rodzaju ptasiego gniazda. Starość nie radość ktoś mógłby powiedzieć.

Siedząc w kolejce na imitacji czegoś co miało być skórą, strasznie trzeszczącą i denerwującą mnie do granic, przyglądałem się przez okno przechodniom. Zauważyłem, że z auta wysiada facet. To było dosyć pokaźne BMW. Mężczyzna wyglądał na zamożnego, tak też się zachowywał. Jakby miał barierę przeciw światu dookoła siebie i nie zważając na nic i nikogo rozproszył wszędzie pozory swojej obecności. Dalej wysiadła jego kilkuletnia córka, a na ręce wziął swojego synka, który mógł mieć najwyżej 2 latka. Ruszyli w stronę fryzjera, weszli i ładnie się przywitali. Okazało się, że to stali bywalcy i fryzjer doskonale ich zna. Tak więc, córka zajęła miejsce koło mnie, mówiąc grzecznie: “Dzień dobry”. Ojciec wziął syna i poszedł z nim na inne miejsce, żeby dokonać skrócenia jego owłosienia nagłownego, które naprawdę było długie.

Córka w tym czasie strasznie się nudziła i nie wiedziała co ze sobą zrobić. Nie miała zabawki, książki ani żadnego innego przedmiotu, który by mógł ją zająć na tą chwilę. Tato miał plan. Wyciągnął ze swojej biznesowej teczki tablet. Ot sprawa załatwiona. Dziecko grzecznie przejrzy sobie internet, pogra w gry i będzie spokój… Był spokój.

Najlepszy jednak przykład, ale tym razem z grubej rury. I chociaż nie ma w tej historii małych dzieci, sytuacja na tyle mnie poruszyła, że postanowiłem się nią podzielić.

Pewnego razu byliśmy z żoną i Aleksandrą w jednej z sieciowych pizzerii. Zajęliśmy miejsce obok stolika, przy którym siedział ojciec i jego kilkunastoletni syn. Widać było, że “panowie” przyszli zjeść wspólnie obiad, jak to ojciec z synem. Coś w rodzaju: “Co dzisiaj zjemy na obiad? A może pójdziemy na pizzę dzisiaj?”. Czyli taki zabawny scenariusz, jak to zwykle bywa z tatą…
Ich zachowanie przykuło moją uwagę, nie dlatego, że jedli razem i udawali, że ze sobą rozmawiają, ale dlatego, że żaden z nich nie widział niczego nieprawidłowego w ich relacji i zachowywali się jakby nigdy nic.

Ojciec siedział wygodnie na kanapie. Jedząc kolejny kawałek pizzy, mówił coś do syna. A co na to syn? Zajadając się pizzą grał na małym notebooku lub tablecie z klawiaturą w grę i nie zważając na słowa ojca, rozkoszował się rozgrywką. Ojciec mówił i jadł, a syn grał, celebrując palcem swoje ruchy na dotykowym panelu swojego urządzenia, raz po raz spoglądając na ojca przez sekundę i niby z niechęci, niby z obowiązku odpowiadał coś jednym słowem.

 


Nie jestem przeciwnikiem nowoczesności, ale


Sam dużo czasu spędzam przed komputerem. Popełniam czasami naprawdę duże błędy. Lubię pograć i bawić się dobrze na komputerze albo komórce. Zdarza się czasami, że akurat coś chcę zrobić na komputerze. Siadam, a Aleksi bawi się koło mnie na fotelu lub kanapie. Są jednak pewne granice przyzwoitości. I chociaż sam je czasami naginałem, wiem, że niektóre zachowania są niedopuszczalne. Nie wyobrażam sobie jeść obiadu z komputerem w ręku albo siedzieć przy stole z dzieckiem, które akurat gra na tablecie. Podobnie nie zamierzam zapełniać dziecku czasu urządzeniami. Wynikałoby z tego, że dziecko nie ma co robić z ojcem i się już tak nudzi, że jedyne co mu pozostaje to siedzieć przed ekranem.

Tu nie chodzi o niechęć, ale o lenistwo. Każdy ma czasami dość zabaw z dzieckiem. Śmiało. Można się do tego przyznać. To nie grzech. Podobnie jak czasami człowiekowi nie chce się wstać do pracy. Dziecko też się czasami znudzi zabawą ze staruszkami i woli pobawić się w coś samo. To normalne. Sam tak miałem w pewnym wieku i nie przeszkadzało mi to, że bawię się sam na dywanie. W końcu kto najlepiej w rodzinie układał klocki lego? No wiadomo, że ja i nikt nie mógł mi pomagać.
Wiem jednak, że to, w jakim wieku dziecko będzie zainteresowane wyłącznie urządzeniami elektronicznymi, zależy od nas. To my musimy zadbać o to, aby nie przysłaniało sobie pewnych zabaw wyłącznie grami i internetem.

Mam nadzieję, że mimo, iż pozwalamy Aleksi na rozmowy video i różnego rodzaju oglądanie bajek czy słuchanie muzyki, nie będę musiał zakończyć tą przygodę, jeżeli zobaczymy z żoną zbytnie zainteresowanie komputerem i ciężko będzie stłumić jej wewnętrzną potrzebę zasiadania na nim.

Póki co, jest świetnie. Aleksi ma dopiero 19 miesięcy, więc jej zainteresowanie skupia się wokół wszystkiego co ją otacza w danym momencie. Nie myśli jeszcze o tym, że chciałaby obejrzeć bajkę w telewizji albo na komputerze. Woli kreatywne zabawy wszystkim co akurat trafi do jej rączek.
Prawdę powiedziawszy nie wiem czasami w co się bawimy, ale staram się dotrzymać jej kroku i próbuję wykrzesać w sobie tą dziecięcą, dawno już zapomnianą kreatywność.

Oceń ten wpis
5

Podobało Ci się?

Jeżeli odnalazłeś w naszym wpisie ciekawe informacje, oceń nasze starania. Będziemy wdzięczni za Twoje zdanie.

Sending
User Review
5 (1 vote)